Przeszłość…

Ostatnio śnią mi się same koszmary!!!Przed wczoraj sniła mi sie moja Nadodrzańska przyjaciółka-Michalina W.a dziś snił mi się…

Pamiętacie jak zaczynałam pisac tego bloga a jesli nie pamiętacie to sięgnijcie do pierwszych notek na tym blogu i przeczytacie o takim jednym instruktorze jazdy-Kamilu z Twardogóry.

Otóż dziś snił mi się.Wracam bardzo często do przeszłości i tego co było…Wczoraj na wieczór myślałam o moim ukochanym Kouichi(tym,po którym przybrałam imię).Pamiętam jak pocieszałam się myślą o nim kiedy zostałam odrzucona przez Kamila.To było 3 lata temu ale ja tego nie zapomnę nigdy bo nie chcę zapomniec.Pomimo iż Kouichi nie żył już w tym czasie ale ja chciałam aby zył.Mówiłam o nim jak o żywym  bo był żywy i za jego zywota go poznałam.Kiedy moja przyjaciółka Michalina W. dowiedziała się o tym,że Kouichi,o którym opowiadam w samych superlatywach nie żyje od 2004 roku to aż mnie wyśmiała!!!

Opowiadałam o niej zawsze Kamilowi oraz o Kouichi.Zachwalałam Kouichi a wypłakiwałam się zawsze Kamilowi o to,że z Michaliną się kłócę…

Dziś z Kamilem nie łączy mnie już nawet „Cześć” na powitanie.Nadal jest instruktorem jazdy i kiedy widzę jego auto,które przejeżdża obok mnie i macham mu na powitanie-on nawet nie patrzy w moją stronę.A przecież doświadczony kierowca powinien miec oczy dookoła głowy i widziec wszystko i wszystkich.On po prostu mnie bagatelizuje…

On mnie olewa.Michalina mnie olewa…Kouichi też był olewany.Podczas kiedy on miał dwójkę swoich przyjaciół,którzy go olewali ja też podobnie jak on miałam takie osoby.Byli to Michał i Krzysztof z Nadodrza,którzy w tym samym czasie co odrzucił mnie Kamil spotykali się ze mną na Nadodrzu.Im nie zależało na znajomości ze mną tylko na tym aby sprawdzic czy jestem panienką do zaliczenia.Ja chciałam aby się ze mną przyjaźnili ale nie wyszło…

Niby,ze to my,ok???

W środku jestem zadowolona ja,z lewej jest Krzysztof z Nadodrza(który z resztą był do mnie nieco podobny z twarzy)a z prawej Michał,z którym pod wiaduktem na Nadodrzu zapoznał mnie Krzysztof.Jak widac oni trzymali się razem a mnie olewali i trzymali się z boku odemnie:

 

Tak było między nami naprawdę.Zdjęcia z naszych spotkań mam ale nie opublikuje ich na tym blogu bo to nie jest pamiętniczek a ja nie daję co notkę swoich zdjęc.Opublikuję nasze zdjęcia na innym blogu a jak na razie układa nam się w miarę dobrze.

Sen to jest kraina marzeń.Nie ma sensu po co spac.I pewnie spałabym do tej godziny gdyby nie dźwięk budzika,który o godzinie 3:30 przypominał mi,że czas wstac i czekam na radiostacji Sunshine Live na utwór,który bardzo mi pomaga-LOOPO INC Cold Mountain.

Co zatem mi się śniło o tym Kamilu wracając do tematu…Śniło mi sie,że chciał ze mną byc!!!

Nie wytrzymam!!!To tylko sen ale sen jest obrazem tego co widzimy w ciągu dnia.Sen to nasza fikcja,głupie marzenia,na przykład o lataniu i posiadaniu skrzydeł!!!Sen dla mnie nic nie znaczy!!!

Dla mnie znaczy dużo to co się dzieje w realu a jeżeli człowiek,który dla mnie wiele znaczył jak ten instruktor jazdy Kamil a nie odwzajemnił mi tego co do niego czułam dziś pozostaje tylko miłym wspomnieniem.Nie zapomne nigdy o tym jak kiedyś na samą myśl o nim się czerwieniłam oraz jak cieszyłam się kiedy przychodził kiedy dzwoniłam do niego.On mnie zawsze olewał ale bynajmniej nie dawał złudzeń,że kiedyś on mnie pokocha.Pocieszały mnie myśli o Kouichi.Kiedy zanim poznałam Kamila i kiedy jeszcze żył Kouichi osobiście to moją starą trzepało,że jestem z takim jak to go ona po swojemu nazwała „Bucwałem”bo Kouichi dla niej wyglądał na geja albo na takiego co ma „piasek w gaciach”. Niski, szczuplutki jak mały chłopczyk i do tego perskiego pochodzenia nie wzbudzał w niej sympatii ale mi chodziło o jego charakter a nie o to jam wygląda.

Potem moja stara kiedy ujrzała na ulicy Kamila to tez jej się nie podobał bo za to ten był za gruby ale kiedy teraz schudł po kilku latach to powiedziała mi,że jest bardzo przystojny.Ja zawsze wiedziałam,że jak schudnie to będzie lepiej wyglądał.Pozatym mi chodziło o charakter.

Jedynym dniem kiedy naprawdę czułam się szczęsliwa był 16 marca 2007 roku kiedy to mile spędziłam dzień z koleżankami i wtedy nawet Kamil mi odmachał na ulicy kiedy przechodziłam obok jego auta.Ale każde szczęscie nawet na chwilę na swoją cenę bo na następny dzień zniknęło to:

 

Jak łatwo jest utracic coś co jest cenne a odzyskac tego już się nie da.Nawet jeśli wybuduje się coś podobnego to i tak nie będzie tym samym co przetrwało dwie wojny światowe…

Relacje z drugim człowiekiem można odbudowac ale nie to co ja utraciłam…

To nie wróci nawet w snach a jedyne co pozostaje w pamięci to wycie syren,wybuch i kawałki tego co zostało utracone…

Relacje z drugim człowiekiem da się odbudowac,ponieważ kiedy ktoś bardzo się stara to może po kłótni jeszcze wzmocnic swoją więź a w moim przyoadku żadnej kłótni z budynkiem powyżej nie było a nie mam juz czego ratowac bo to zostało doszczętnie zniszczone na zawsze.

To co kochałam-pyłem się stało

A jedynie mi tylko wspomnienie pozostało…

17 marca będą mijały równe 2 lata odkąd już tam nie stoji…Tego dnia kiedy wszystko się sypało prawie pociągnęło mnie to za sobą i omal nie umarłam!!!Ale żyję i musiałam na to patrzec jak tracę to co dawało mi szczęscie…

Dodaj komentarz