Świętą prawdą jest przysłowie,które mówi,że „Historia lubi się
powtarzac…”.O tym przekonałam się na własnej skórze.
Jak pisałam na tym blogu z detalami jak to daty 17 marca 2007 roku na moich
oczach wyburzono komin i nastawnię WNO na Nadodrzu nie spodziewałam się
tego,że to dopiero początek nieszczęśc,które mnie czekają w 2007 roku.
Podsumowując rok 2007 nie wspomnę go na pewno dobrze nawet za 200 lat albo
i więcej a chcę życ jak najdłużej się tylko da.
Płaczę,płaczę i jeszcze raz płaczę i do końca życia nie zapomnę
tego dnia kiedy to 17 marca 2007 roku wyburzono mi mój komin i nastawnię WNO
na Nadodrzu.Jeszcze do tego w maju 2007 roku chciano mnie rozdzielic z
Nadodrzem,więc postanowiłam,że sama się stamtąd wyniosę z własnej woli i już
nigdy tam nie wrócę.
Jednak mimo wszystko dąrzę do tego by pozostac na Nadodrzu pomimo iż bez
tej nastawni jest tam łyso i brzydko.Nastawnia i komin były ozdobą
Nadodrza.Komin stał samotnie jako „ten trzeci”na przeciwko dwóch kominów
elektrociepłowni.
Zawsze chodziłam do starej nastawni i…płakałam.Tam mogłam się
wypłakac i mogłam wyżalic się.Mury nastawni były świadkami jak płakałam i
żaliłam się.Były powiernikami moich sekretów,trosk i żali.Do czasu kiedy
to po 2 latach odkąd tam po raz pierwszy przybyłam została wyburzona!!!
Te wspomnienia nie zostały jeszcze dobrze „przebolone”kiedy znowu wyburzono
mi następny komin.Tym razem ten na moim osiedlu który to podziwiam odkąd
tu mieszkam a mieszkam na tym osiedlu i patrzyłam na ten komin już od 1990
roku czyli od 17 lat…
Co za tragedia!!!Nie przebolę tego nigdy!!!
