Nie wyobrażam sobie życia bez bloggowania. Bez przelewania wszystkiego na papier jak i ubierania wszystkiego w słowa. Nie chciałabym nigdy pisać tu o przyszłości. Przyszłość bowiem po raz kolejny powtarzam ma różowe włosy i śmierdzi goownami jak każdy dzieciak. Nigdy bym nie szukała oparcia w mężczyźnie ani nie szukała miłości. Nadal nienawidzę Wrocławia i to miasto mnie odrzuca jak cholera. Rzygać mi się chce na sam fakt,że ono istnieje ale nie można winić ludzi głupich za ich głupotę. Płakać mi się chce gdy sobie wspomnę jaką przyszłość i jej wizje przytaczali przedemną ludzie i ludziska.
Żyję z aleksymią i to dopiero zdałam sobie z tego sprawę gdy ją u mnie zdiagnozowano od 2014 roku a tak to całe życie błądziłabym po polu jakim jest miłosne pole walki i udawałabym,że brnę w kierunku miłości. Po dziś dzień nauczyłam się żyć samo wystarczalnie bez opierania się o kogokolwiek. Nie jestem kobietą-Bluszcz czy inną tam borderline, które za wszelką cenę chcą być z kimś i tworzyć związki. Chce mi się płakać bo ludzie nie rozumieją,że cierpię na aleksytymię jak i mój tryb życia czy moje wybory warunkowane są przez to właśnie.
Kiedyś byłam człowiekiem wolnym, nie znałam słowa jak i pojęcia „kara”. Teraz to ja żyję z „karą” i muszę z tym żyć nie wciągając w swoje bagno nikogo. Bo przecież osoby karane mające rodziny ciągną za sobą swoje rodzinki i ich dzieciom wypomina się błędy ich rodziców,że mają karanych starych. Ja nie jestem ani Mary Bell aby ukrywać fakt tego,że byłam karana przed jakąkolwiek rodzinką bo nie mam rodzinki i nie szukam nikogo ale ludzie mi wpierają,że najwyższy czas sobie kogoś znaleźć lub jak to „w pewnym wieku czegoś nie wypada”.
