Jestem nieco jak taka Violetta, która to śpiewa se po latynosku „En mi mundo” oraz żyje w swojej własnej bajce. Nadal myślę sobie ciepło o tych czasach kiedy to chciałam mieć coś takiego jak Cyanide Poison jak i chciałam żyć dalej w swoim świecie. Nie znalazłam sobie nikogo i nie znajdę na złość tym ludziom co mi tak życzą abym ja któregoś dnia użyła doopy a nie głowy. Ale ja używam to co na górze a nie na dole więc często kieruję się rozumem.
Wolę otaczać się tym co znam niz brnąc w coś co i tak nie ma sensu. Wiecie co-ten niby Kamil instruktor co go tak kochałam to był karany za łapówkarstwo a ja mu najbardziej dogryzałam i udawałam jak to go kocham czy po prostu udawałam tylko dlatego bo wszyscy jechali po mnie,że nigdy nie kochałam nikogo. Prawda o mnie jest brutalna, ponieważ jestem aleksytymiczką jak i dosyć często spotykam się z pojęciem tej choroby,którą sama mam-aleksyrtymia. Brzmi strasznie? Nie sądzę. Da się oswoić i da się z tym żyć…
Wiecie co-kiedyś chciałam zatrzymać młodość. Chciałam żyć i żyję nadal swoim życiem. Niegdyś moje życie bo w latach 2005-2007 przypominało życie jak w bajce. Jeszcze gdyby do tego ta bajka W.I.T.C.H, się nazywała a ja w tej bajce bym miała swoją kroplę astralną-bardzo do mnie podobną „kuzynkę Floriannę” czyli moje lustrzane odbicie to wtedy w tej bajce bym byłą np jak Elyon z tej serii. Jeszcze do tego gdybym zasiadła na swym tronie w swym królestwie-Nadodrzu i to Nadodrze by było moje i tylko moje na zawsze…
Nie ma już tego co było. Nawet i płączacej wierzby się pozbyli jak się wychodziło z tunelu z drugiego peronu. Spełniam nadal swoje marzenia ale nie ma w nich już miejsca dla Nadodrza, czasem jeszcze się Michalinka czy Karinka pojawią w tych marzeniach bo to jeszcze jakby co moje przyjaciółki ale nigdy w moim miejscu nie ma miejsca na relacje z innymi lub abym spełniała marzenia czyjeś a nie swoje. Ja o wielu rzeczach marzę w tym o wyjeździe do Opola…
