Ograniczenie wolności.Czymże jest ograniczenie wolności???To nie tylko pusty wyraz w prawie karnym,który oznacza karę ograniczenia wolności do lat załóżmy 2,z czym,że rózni się to tym,że skazany na ograniczenie wolności nie odbywa kary więzienia ale za to nie może swobodnie pojechac za granicę,nie może swobodnie jechac gdzie chce i musi się co jakiś czas meldowac na komisariacie…
Ograniczenie wolności…
Bardzo długo nie piałam.Nawet nie potrafiłam pisac.Nawet nie miałam natchenienia ani ochoty.Żyłam.Ale po prostu tak jakbym nie żyła…Życ.Ile to znaczy „Życ”???Czy można życ pełną parą będąc ograniczanym???Nie można!!!
Próbowałam pisac cokolwiek na moich blogach-nie tylko na tym.Ale mi nie wychodziło.Cały czas śnił mi się mój proces.Za co???Za samo to,że jestem jaka jestem???
Daty 29.04.2010 roku śnił mi się mój proces.Po raz kolejny.Tej samej daty próbowałam pisac na blogu.Notki nigdy nie dokończyłam.Ale zapisałam ją.I tak powstało oto to:
„Długi korytarz…
Wąski korytarz…
Ciemnośc,która prowadzi mnie do ciasnego pomieszczenia,z którego światło w oknie pokazuje mi drogę…
Zasiaduję na krześle i podają mi długopis.
Podpisuję….Traktat z diabłem???Jakąś umowę???
Nie.To zeznania.Zeznania przeciwko mnie…W pokoju przesłuchań.Nie UB-ckich.
Brzmi jak koszmar???Owszem.
Dziś snił mi się.Śniło mi się,że byłam w ciasnym pomieszczeniu.W pomieszczeniu tym panował półmrok a jedyne światło jaki widziałam to światło padające z okna…W pokoju siedziałam ja widząc za mną drzwi wejściowe do tego ciasnego pomieszczenia.W tym śnie podpisywałam zeznania przeciwko mnie.Oskarżenia,które byłam zmuszona podpisac…To nie był sen…Prawie pół roku temu to było prawdą…
Jak myślicie-dlaczego ja tak długo nie pisałam nic na blogach???Jak myslicie-przez co tak było???Niestety-do dziś nie zapomnę tego…To wraca do mnie w snach.
Daty 3 listopada 2009 roku w swojej skrzynce e-maliowej znalazłam e-maila o temacie „Spotkanie”.Otwieram go i dziwię się co to za spotkanie i z kim…Wówczas otwarłam swój wyrok…Wówczas napisano mi,że zostałam wyrzucona ze szkoły oraz…wkrótce potem powiadamiano mnie o przebiegu śledztwa w mojej sprawie…
Ja nie zapomnę.Nie zapomne nigdy…Tego procesu,który miałam.
HELLO EVERYBODY!!!Witamy w prawdziwym zyciu…Jeszcze równy rok temu-w kwietniu 2009 roku pisałam dużo.Rozbudowywałam własnie florian.blog.onet.pl.Jeszcze równy rok temu mogłam byc w pełni sobą i pisac kiedy mam na to ochotę.Teraz mam czas ale niestety-odebrano mi ochotę.Zabrano mi coś,co nazywa się prawem do wyrażania własnego zdania.Zabrano mi coś,co zawsze kochałam-zdolnosc do pisania blogów kiedy tlyko zechcę i o czym zechcę…Zduszono mnie jak pluskwę i sądzono jak świnię na rzeź-bez pytania mnie o zgodę!!!Skazano mnie i osądzono.I pomimo iż od tamtej pory minęło prawie pół roku-ja NIGDY NIE ZAPOMNĘ!!!
Jeszcze równy rok temu-w kwietniu 2009 roku byłam pewna siebie.Jeszcze równy rok temu mogłam cieszyc się życiem…
Jakoś teraz mi ta radośc życia przeszła.Od tamtej pory moje życie się zmieniło…Na gorsze.
Na szczęście w marcu 2010 roku znalazłam sobie pracę.Dorywczą ale zawsze to coś aby nabrac doświadczenia.Od lutego 2010 roku nadal słucham Oliver Koletzki-Der Muckenschwarm oraz w międzyczasie jestem już 5 lat na Nadodrzu.W tej chwili to już 6 rok mija mi tam.Ostatnio cos rzadziej chodze do portu.Zdolności pisania blogów nie zatraciłam ani moje notki jakoś nie straciły na jakości ale niestety-pozbawiono mnie radości życia.Za co???Za samo to,że jestem jaka jestem i tego nie chcę zmienic???!!!
Wszystkich bliżej zainteresowanych odsyłam TU
Kiedy zaczynałam pisac bloga,na którym opisuję wstęp do procesu nadałam mu nagłówek:”Byt określa świadomośc istnienia…”.Tak-to prawda.Dopiero teraz poczułam,że naprawdę żyję.Żyję w niesprawiedliwym i zakłamanym świecie,gdzie to ludzi szczerych i bezpośrednich czyli takich jak ja stawia się pod sąd a ludzi nieszczerych i skrywających swoje prawdziwe emocje wychwala się ponad niebo…Dziś śniła mi się moja przeszłośc.Już niedługo 4 maja-moje imieniny.Jeszcze równy rok temu-na 4 maja snułam plany.Snułam je także dwa lata temu.Cieszyłam się,że nadchodzi ten jeden dzień w roku-4 maja,gdzie to mogę świętowac swoje imieniny i cieszyc się życiem.a teraz???Daty 3 listopada 2009,gdzie to mijało równe pół roku od 3 maja to już nie mogłam sie doczekac kiedy nadejdzie ten dzień za pół roku i wspominałam jak to rok wczesniej daty 3 listopada 2008 roku oglądałam po raz pierwszy „Golgotę Wrocławską” albo mój idol-Marek Pledger mnie przytulił a teraz???Moge jedynie wspominac swój proces!!!”
Tyle tylko tego powstało.Zaczęłam to pisac daty 29.04.2010 roku i zostało to zapisane tej samej daty o godzinie 22:53.Co mi jest???
Wypalenie.Ograniczenie wolności.Brak natchnienia i chęci do życia…
Co się ze mnią dzieje???Co się ze mną działo przez tak długi czas???Tego sama nie wiem.Mam pustkę w środku…
Ograniczenie wolności.Kto mi to zrobił???Proces.Prawo.nie-nie miałam kary ograniczenia wolności.Miałam tlyko proces oraz karę grzywny w wysokości 600 zł,jednak niestety-sąd od tamtej pory miał mnie na oku a paskudne normy społęczne stłumiły mnie,że nie mogłam wyrażac siebie.
Proces.Nie mnie jedyną to w życiu spotkało.Mówi się o tym,że niby już po 1989 roku mamy demokrację,wolnośc słowa oraz możemy byc kim chcemy,wyrażac się o czym chcemy i jak chcemy bez obawy,że spotka nas za to kara,ale jednak niestety nie do końca jest to prawdą…To tylko pozorna prawda.
Zmowa milczenia.Czymże jest zmowa milczenia???
Cofnijmy się teraz do roku 1989.Gdy cofniecie się teraz do 1989 roku,przekonacie się o tym przez co musiałam przchodzic przez najbliższy rok,a nawet i półtorej,podczas kiedy mnie tu nie było a jeśli cokolwiek tu pisałam lub próbowałam pisac to nawet nie płynęło ze mnie tylko było ledwo wymuszone aby cokolwiek tu napisac lub dopisac bo blog stał niemal i otwarty…
Jest rok 1989.Z czym WAM się kojarzy ten rok???Na pewno z przemianami i transformacją,jakie w trybie natychmiastowym w tymże oto roku zachodziły.Już na samym początku 1989 roku,w lutym powołano do życia Okrągły Stół.Podczas gdy toczyły się obrady Okrągłego Stołu,przy którym to ważyły się przyszłe losy Polski o wolnośc,ktoś inny musiał przypłacic za samo gadanie o wolności życiem.
Ile było ludzi,którzy za samo słowo „wolnośc”musięli zapłacic najwyższą cenę???Najgłośniejszy przypadek jaki znamy,jest przykładem morderstwa na księdzu Jerzym Popiełuszce,który zasłynął z odwagi,jaką miał wygłąszając w swoich kazaniach na temat obłudy systemu oraz drogi do wolności,którą powinni pójśc ludzie.Jednak niestety-nie on jeden przypłacił za swe poglądy życiem.Jest wiele innych osób,które niestety-straciły swe życie za to samo za co stracił je ksiądz Jerzy Popiełuszko,jednak niestety-nie mówi się o nich az tak głośno.
W 1989 roku własnie,doszło do trzech brutalnych morderstw na księżach,które poprzedzały pogróżki oraz sami księża wiedzięli już czym sobie na to zasłużyli.
Pierwszą ofiarą,w 1989 roku,która przypłaciła życiem za swoje poglądy oraz wolnośc słowa był ksiądz Stefan Niedzielak.Pisałam już kiedyś o tym na werter.blog.onet.pl,jednak niestety,z racji tego,że bardzo długo się nie logowałam do skrzynki e-mail,na której miałam tego bloga,blog ten został odłączony,a teraz stoji jako opuszczny,gdyż moja skrzynka e-mail została usunięta z powodu braku logowań.
Cofnijmy się teraz do nocy z 19 na 20 stycznia 1989 roku.Kto z Was,Drodzy Czytelnicy pamięta co robił tej daty???Może niektórych z Was jeszcze na tym świecie nie było ale powkem Wam jedno-to był ostatni dzień życia księdza Stefan’a Niedzielak’a…
Czymże zasłużył sobie na to ten ksiądz i dlaczego o nim nie jest tak głośno jak o księdzu Popełuszce???Otóż tak-ksiądz Niedzielak był zawsze bardzo skromnym człowiekiem.Nie posiadał tak wielkiej charyzmy i nie był aż tak medialny jak ksiądz Popiełuszko,na którego to kazania przyciągały tłumy,jednak jego dobre serce oraz czysta dusza zjednały sobie moją sympatię.W 1981 roku ksiądz Niedzielak postanowił na swej parafii na warszawskich powązkach wznieśc krzyż ku trzci ofair katyńskich,jednak niestety jeszcze w tym samym dniu przyszli SB-cy(wiem-byłam i nadal jestem po stronie UB i SB no i przecież jestem SS-manką ale moim zdaniem powinno byc cos takiego jak tolerancja i nie należy niszczyc drugiego człowieka ani przestawiac go na swoje poglądy,więc na ich miejscu uszanowałabym poglądy księdza Niedzielak’a),którzy zniszczyli ten krzyż,gdyż nie podobało im się to co robił.Ksiądz Niedzielak był także działaczem niepodległościowym,przez co otrzymywał groźby,jednak nie obawiał się śmierci i dalej działał.Cały czas żył ze świadomością,że oni go zabiją.Tak też swego słowa dotrzymali-w nocy z 19 na 20 stycznia 1989 roku nieznani do te pory sprawcy wtargnęli do jego parafii i zamordowali go w ten sposób by upozorowac wypadek.Upozorowali,że spadł rzekomo z krzesła i doznał takich obrażeń,w wyniku których zmarł…Zmarł…Zmarł…
Prawdy nigdy nie dowiedziono…Zmowa milczenia???Niestety tak.Jestem ciekawa czy sprawcy,którzy mu to zrobili(ilu ich było???)to czy każdy z nich,nawet teraz,po ponad 20 latach mogą sobie spojrzec w lustro we własną twarz i powiedziec sobie:”Zabiłem człowieka.”.Ale pewnie dla nich to nie był człowiek…Niestety-ludzie się nie szanowali i nie szanują do dziś.
Następną ofiarą w 1989 roku,po kilku dniach od zamordowania księdza Niedzielak’a,został ksiądz Stanisław Suchowolec,który także był działaczem niepodległościowym.Ksiądz Suchowolec trził pamięc o księdzu Jerzym Popiełuszce.Niestety-ludziom,którym się nie podobało słowo księdza Jerzego,postanowili zrobic to samo z jego następcą.Daty 30 stycznia 1989 roku zakmknęli jego usta na zawsze,wysyłając go tam dokąd wysłali księdza Popiełuszkę oraz księdza Niedzielak’a.Również i w tym przypadku upozorowano wypadek.Tym razem upozorowano tak,aby wszystko wyglądało na to,że ksiądz sam zasadził się w wyniku wadliwej instalacji piecyka.Jednak w tym przypadku po kilku latach zaczęto znajdowac po woli winnych.Gospodyni księdza zeznała jak to w nocy z 29 na 30 stycznia 1989 roku widziała dwóch mężczyzn oraz kobietę,którzy kręcili się nieopodal plebanii oraz zachowywali sie bardzo podejrzanie ale niestety-ich tożsamosci nie ustalono do dziś.
Pamiętam jak wówczas gospodyni w jednym z wywiadów,który oglądałam na krótko przed moim procesem,w marcu 2009 roku,opowiadała o tym jak to ksiądz zwierzał jej się z tego,że wkrótce już jego tu nie będzie i wspominała jego słowa gdy to powiedział do niej…:
„Oni mnie zabiją.”
Dalej wspominała jak to powiedział jej,że albo mu coś zrobią albo zabiją i,że jego zdaniem lepiej aby go już zabili niż aby potem żył jak roślina bo takiego życia by nie zniósł.Takiego życia by nie zniósł.Takiego życia by nie zniósł…
Taka jest prawda.Ja też bym tak wolała.Gdybym miała wybierac pomiędzy byciem zdatną na pomoc innych a byciem nie żywą to wybrałabym to drugie.Sprawa tych księży jest mi bardzo znana,gdyż w 1989 roku gdy nagłaśniano od tak sobie te sprawy w televizji to ja w 1989 roku miałam wówczas niespełna 15 lat i pamiętam jakie to czasy były.W 2009 roku,w lutym lub na początku marca 2009 gdy oglądałam ponownie o tej sprawie to wówczas był to rok pełen negatywnych zdarzeń dla mnie.Między innymi najpierw od lipca 2009 moja tauma,jaką przeżywałam w Kątach Wrocławskich a potem od listopada 2009 mój proces za groźby karalne…Groźby karalne…Groźby karalne…
Jakim prawem morderców czy innych tego typu nie każą sądy na kary pozbawienia wolności czy kary więzienia lub śmierci a niewinni ludzie,którzy zasłużyli sobie na śmierc tylko tym jakie poglądy wyznawali oraz w co się angażowali a ktoś kto pozbawił kogoś życia nigdy nie poniósł za to kary i żyje sobie spokojnie???Zmowa milczenia.Bo jakże inaczej można nazwac cos takiego co nie pozwala namierzyc sprawców…
W 1989 roku,przez pół roku było spokoju.W międzyczasie 4 czerwca 1989 nastapiły pierwsze w historii polski wolne wybory i wszystko zmierzało niby ku lepszemu.Do czasu.
Był 11 lipca 1989 roku.Krynica Morska.Na przystanku autobusowym znaleziono ciało męzczyzny.To Sylvester Zych.Był księdzem.Działaczem niepodległościowym…
Kategoria: Bez kategorii
Moje życie się toczy dalej
Bardzo długo nie pisałam tego bloga…
Nie tlyko tego…
Wiąże się to z faktem,że nie tlyko straciłam w sobie natchnienie ale także zostałam oskarzona przez blogi.Od tamtej pory kiedy po raz ostatni tutaj pisałam,u mnie bardzo wiele się zmnieło…
Otóż tak.Podpisanie listy w Urzędzie Pracy dla bezrobotnych daty 2 stycznia 2009 roku przyniosło mi jednak szczęscie i spowodowało,że moja kariera ruszyła nieco z miejsca i otrzymałam przyuczenie do zawodu,jaki sobie wymarzyłam-szefowa własnej firmy…
Data 12 maja 2009.Juz od samego początku ten dzień zaczął się dla mnie bardzo przyjemnie.Tamtego dnia obudził mnie za oknem śpiew ptaków.Nie był to normalny śpiew tlyko zalotne huczenie stada dudków,próbujących zachęcic partnerki do godów.Ich „wołanie” w lesie naprzeciwko mojego domu,pomimo iż okno miałam zamknięte to i tak było słyszalne pomimo iż było nawet ciche jak na gody.
Gdy obudził mnie śpiew ptaków,była godzina po 5 rano.Za oknem było widno.
Tak oto zaczął się dla mnie dzień 12 maja 2009 roku.
Odkąd to daty 15 maja 2009 roku kiedy to byłam na Nadodrzu i spędziłam tam dziwny dzień,który to opisywałam tutaj:
CZYTAJ TUTAJ
Wówczas to daty 15 kwietnia 2009 roku gdy byłam na Nadodrzu i czekałam na pociąg do Twardogóry jak zwykle to mając trochę czasu do przyjazdu pociągu,wzięłam i zaczełam wypełniac przy okazji mając czas do przyjazdu pociągu to wypełniałam podanie na kurs dla bezrobotnych o specjalności prowadzenie i organizacja włąsnej firmy.Tak bardzo chciałam aby mnie przyjęto i wypełniając siedząc na łąwce na Nadodrzu myślałam o tym czy się dostanę.W poprzednich latach Urząd Pracy nie miał takiego kursu w ofercie a ostatni kurs jaki robiłam z Urzędu Pracy i na jaki się dostałam to był kurs grafiki komputerowej oraz projektowania stron WWW,którego to robiłam od daty 2 sierpnia do 25 sierpnia 2006 roku.Wówczas to było jedyne co miałam.Nie miałam wówczas ani matury ani ukończonego zaocznego liceum ogólnokształcącego,do którego chodziłam więc był to pierwszy mój sukces.Urząd Pracy organizuje takie kursy raz na rok.Jak dotąd od 2006 roku nie miał żadnego ciekawego,który byłby dla mnie interesujący w ofercie więc skłądałm podanie na ten sam ale mnie nie przyjęto jeszcze raz na to samo.Tym razem jednak pojawiła się oferta kursu w sam raz dla mnie i to do tego w kirunku,w którym zamierzam pójśc w przyszłości-„Prowazenie i organizacja włąsnej firmy”.Złożyłam na niego podanie o przyjęcie,w tym samym dniu,w którym go wypełniałam.Ja wiedziałam,że na Nadodrzu to co wypełnię lub zrobie to przynosi mi to szczęscie.Na taką szybka odpowiedź nie liczyłam:)))
Tego dnia,12 maja 2009 roku nie spodziewałam się tego,że otrzymam odpowiedź i jeszcze do tego pozytywną:)))To był poniedziałek.Mówi się,że poniedziałek to początek tygodnia i skoro początek tygodnia to jest czas na zmiany.Sa ludzie,którzy nie lubią poniedziałków bo wóczas muszą wracac do pracy czy do szkoły i z utęsknieniem czekają na weekend.Ja jednak należę do osób,które ilezby dały aby chodzic do pracy.
Poniedziałek bardzo pozytywnie mi sie kojarzy.Kojarzy mi się z początkiem i z nowymi nadziejami.Nadziejami na to,że będzie lepiej…
Jak zwykle ten dzień zaczął się normalnie.Tego dnia nie czekałam na LOOPO INC-Cold Mountain bo było niedawno.Skoro obudził mnie śpiew ptaków co nigdy mi sie nie zdarzało to będzie jeszcze lepiej.
Tego dnia wzięłam i jak zwykle pisałam bloga.Wówczas natchnienia miałam aż za dużo i nie wiedziałam jak to wszystko w ciągu jednego dnia mam opisac.
Pisałam właśnie TEGO POSTA
Akurat gdy skończyłam pisac ten post co podałam do niego linka powyżej to poszłam zajrzec list do skrzynki a tam znalazłam pozytywną odpowiedź na moje podanie o to abym uczęszczała na kurs jak prowadzic własną firmę!!!Byłam taka szczęśliwa.Właśnie kiedy się wybierałam do GCI to znalazłam ten list w skrzynce.
Tego dnia miałam też iśc do GCI na komputery tam gdzie mają EXEL’a aby wpisac wszystkie wyniki pomiaru pogody z całego miesiąca co było moim zadaniem na poprawę ze statystyki,gdyż z tego od roku po tym jak nie zaliczyłam to miałam 2.Pomiar pogody dokonywałam zgodnie z zaleceniami pomiędzy datą 15 kwietnia 2009 a 12 maja 2009 i teraz nadeszła pora abym to wszystko w EXEL wpisała bo u siebie niestety nie mam zainstalowanego ani EXEL’a ani WORD’a.
Polecenie do zadania wyglądało następująco:
„ĆWICZENIA (dla tych, którzy mają do zaliczenia ćwiczenia)
1) rozwiązać zadanie załączone na stronie SWEN/Statystyka/Cwiczenia jako przykład 1 i odesłać do mnie do 11 maja 2009 godz.12:00 pocztą internetową (z konta WSZiF). W temacie listu wpisujemy hasło „ćwiczenia-zad.1”
Jeżeli uzyskam od Państwa zadania powielone drogą kopiowania a jedynie z wpisanymi innymi nazwiskami to uznam je za nieoddane przez wszystkich w to zamieszanych!
2,3) te zadania otrzymacie Państwo po 11 maja 2009.
4) Do projektu statystycznego należy zbierać dane dotyczące temperatury mierzonej za oknem. W tym celu należy codziennie, poczynając od jutra, notować temperaturę zewnętrzną (o ile to możliwe o tej samej godzinie – lub zbliżonej) i zapisywać. Dane te 18 maja 2009 należy przepisać do arkusza kalkulacyjnego i przesłać do mnie. W arkuszu tym należy podać także dokładne miejsce obserwacji (adres, piętro, strona świata itp.) oraz warunki atmosferyczne w danym momencie: zachmurzenie, występowanie wiatru, opadów itp. Po 18 maja 2009 i po zaakceptowaniu ich przeze mnie ustalimy co konkretnie należy zrobić z tymi danymi.”
Właśnie ja posyłałam to ostatnie zadanie i szłam wpisac dane dotyczące pomiaru pogody do arkusza EXEL.Dane te notowałam w moim notesiku,gdzie notuję również co mam napisac na blogu oraz ważne wydarzenia takie jak daty koncertów DJ’a ROTTWAG’a.
Z domu wyszłam około godziny 12-tej w południe.Gdy szłam po drodze do GCI to kiedy już zachodziłam to spotkałam auto WuKo,które zawsze przynosi mi szczęscie:)))
Kocham takie auta WuKo:))) Tym razem coś wypompowywało ze studzienki kanalizacyjnej,do której pracownicy ZGM-u wprowadzili jakiegoś węża i coś tam grzebali.
Oczywiście ja nie byłabym ja gdybym ja tego nie sfotografowała,tak więc wtedy oto powstały te fotki:


A to ja w aucie WuKo:


Kto wie,może kiedyś będę kierowczynią takiego auta???:)))
Dzień po „kryształowej nocy”
Kryształowa noc.Czymże jest kryształowa noc???
Z tego co mi wiadomo był to pogrom Żydów,który zgotowali im Niemcy w nocy z daty 9 na 10 listopada 1938 roku,czyli jeszcze przed wybuchem II wojny światowej.
Jeszcze wtedy nie było II wojny światowej ale według mnie to było już zapowiedzią tego co czekało Żydów w następnych latach po dojściu Hitler’a do władzy.
Przecież Hitler nie był Niemcem tylko Austriakiem ale kierował narodem niemieckim i tak też przez to ludzie kojarzą go tylko z Niemcami.
Niemcy to było wielkie mocarstwo to poprada w pamięc tak samo jak i Rosja a,że Polska mała lub Żydzi to tylko biedni kupcy to od razu kojarzą się automatycznie ludziom z krzywdą,gdyż nie należą do żadnego z mocarstw ani też nie mają takiej siły przebicia w skali światowej jak USA czy Japonia.
Zauważyłam,że to Polska tylko narzeka,że jest takim pokrzywdzonym krajem i żywi niechęc do Niemców co też osobiście spoktałam się z takim argumentem,że Polacy nie lubią Niemców bo tam był Hitler a Rosjan nie nawidzą za stalinizm.
Przepraszam bardzo,ale Niemcy też cierpięli bo mięli mur berliński,który dzielił ich na częśc wschodnią i zachodnią z czego Niemcy dzieki temu murowi były podzielone na dwa światy.Jeden z nich był światem dobrym,gdzie każdy miał równy dostęp do dóbr.Był to świat bogactwa a jeśli nawet nie bogactwa to chociaż pozwalał człowiekowi na zaspokojenie podstawowych potrzeb i nie naruszał jego godności osobistej tak jak przeciwległy do niego świat,po przeciwnej stronie muru,który kojarzył się z biedą i cierpieniem oraz przypadkiem,gdyż mur ten stanął w ciągu jeden nocy a pecha lub szczęście miał ten kto był przypadkowo danej nocy po danej stronie gdzie stawioano mur.Tak więc wystarczyło to,że ktoś był w danej częsci Niemiec i był w dowiedziny u znajomych to mógł sobie już u nich zostac gdy okazało się,że muru się nie przekroczy…
Przecież ilu to ludzi zginęło na murze,gdzie rozstrzeliwano ich jak zwierzynę,która wdarła się na strzeżony teren.Zginęli tylko dlatego,że próbowali przedostac się przez mur berliński.I to byli Niemcy.Niemcy tak samo cierpięli jak Polacy i tak samo walczyli o wolnośc dla swego kraju.
Albo Rosjanie też cierpięli.Przecież nie każdy z nich od zawsze był bogaczem więc po co jest nienawidziec daną narodowośc???Owszem,można im przypisywac cechy charakteru jakie są charakterystyczne dla danej społeczności ale nie można się od kogoś odwracac tlyko dlatego,że jest narodowości niemieckiej czy rosyjskiej albo jeszcze innej,która nie budzi sympatii z racji historii swego kraju czy wyznania oraz mentalności.
Wracając do Kryształowej nocy to w tym wypadku,mając na myśli miejsce zdarzenia,kiedy to daty 2 stycznia 2009 roku w Twardogórze zapalił się sklep „Biedronka”a raczej to mieszcząca się nad nim galeria,to od razu skojarzyłam to z kryształową nocą kiedy to SS Mani masowo palili Żydowskie sklepy oraz zasypywali ulice odłamkami szłka ze spalonych Żydowskich sklepów oraz domów.
Tak jak już wspomniałam,niestety nie było mnie przy tym osobiście,gdyż niestety wóczas to zaraz po tym jak poiszłam do kiosku a potem do kafejki by wydrukowac referat o Twardogórze oraz zaraz potem ponownie do kiosku poszłam,który mieści się niedaleko spalonego sklepu a potem poszłam do domu i zrobiłam sobie domowy salon SPA to niestety przegapiłam to zdarzenie.
Jak wcześniej wspominałam,byłam zaraz po tym na następny dzień po zdarzeniu i zrobiłam sobie fotki na miescu zdarzenia,gdzie bawiłam się w SS Mankę oraz,że był to spalony sklep przez SS Manów bo był Żydowski tak więc nawet i teraz pamiętam jak to wyglądało.
To zdjęcie zostało zrobione daty 3 stycznia 2009 roku o godzinie 11:39,dzień po kryształowej nocy:
Jestem na nim jak na tle spalonego sklepu a w ręku trzymam figurki Ojamajo DoReMi,które kazałam wtedy odłożyc.Pamiętam bardzo dobrze,jak tego dnia poszłam około godziny 9 rano do kiosku gdzie kazałam je odłożyc a potem chodziłam z nimi przez cały czas,przekładając je w tym woreczku z ręki do ręki a potem ledwo wciskając do kieszeni.
Oto inne zdjęcia,które wykonałam dzień po kryształowej nocy:


I wreszcie ja urządzeniem,które wypompowywało wodę ze spalonego sklepu.To tutaj zajrzałam do środka i poczułam jak skapuje woda z dachu oraz zapach spalenizny w środku,
Zdjęcie powstało o godzinie 11:55:
Pamiętam jak wówczas znajomi strażacy się ze mnie wyśmiewali,że bawię się w SS Mankę.Wówczas jeszcze miałam na sobie moje najukochańsze spodnie,które niestety ponad miesiąc później uległy wypadkowi.
Jak widac na zdjęciu trzymałam w reku reklamówkę z figurkami Ojamajo DoReMi,które kazałam odłożyc i cięzko było mi je nosic i nieco utrudniały mi ruchy ale dałam sobie radę.
Zaraz potem poszłam już do domu i idąc na górkę wyżej,w stronę przystanku autobusowego stanęłam na chwilę i upchałam do kieszeni wszystkie figurki razem z tą reklamówką.Upychałam je jednocześnie patrząc na to ile i jakie mam figurki do tego stopnia,że jedna upadła mi na śnieg!!!
Do dziś mam te figurki w swojej kolekcji a moja kolekcja poszerzyła się jeszcze o więcej z nich z serii Ojamajo DoReMi.
Jak widac sklep był w bardzo złym stanie i groziło mu nawet wyburzenie z racji tego,że był tak spalony.Myslałam,że sklep już nie wróci i chciałam się z nim pozegnac ale na szczęscie stało się inaczej:)))
Od tamtej pory minęło już półtorej roku.Miałam tu napisac o tym rok temu,gdzie mijało pół roku od ostatniej notki,pół roku temu,gdy mijał rok od ostatniej notki ale pisze teraz,gdyż w końcu przyszła mi ochota na napisanie jakiegokolwiek bloga.
„Kryształowa noc”-rozterki SS Manki
„I try so hard
To resist my sorrow
I try so hard
I hold on tight
Effections was real
I hold on tight
I dream
I still have it all
I wonder if I can it feel inside me(…)”
Mniej więcej takie słowa występowały w utworze Sandy K.-„Have it all”,którego niestety już nie puszczają na radiostacji Sunshine Live ale na szczęscie mam go nagrenego na moje nieszczęscie na kasecie VHS,a niestety mój magnetowid psuje się ale jeszcze sprawnie odtwarza więc moge go słuchac.Ten utwór po raz pierwszy usłyszałam w styczniu 2006 roku kiedy to pomagał mi pozbierac się po mojej pierwszej kłótni z Michałem z Nadodrza.Teraz nasze relacje są jako tako w miare dobre ale wtedy nazywał mnie „świrem”i,że jestem wariatką!!!
Słowa tego utworu oznaczają:
„Bardzo mocno próbuję
Uodpornic się na mój żal
Bardzo mocno próbuję
Trzymam się mocno
Tak by efekt był osiągalny
Trzymam się mocno
Śniło mi się(marzyłam???!!!=”I dream”)
Że mam prawie wszystko(stil=prawie)
Dziwię się,że mogę to czuć w sobie…(…)”
I taki też był mój rok 2006.W tym oto roku dostałam się na kurs dla bezrobotnych i z 31 latki bez niczego, bez matury,bez ukończenia szkoły średniej,z krzywozrośniętym od niemal 2 lat złamanym noskiem,który powodował,że wygladam jak pofyrdliwa nastolatka ale się dostałam i byłam szczęsliwa!!!Wreszcie miałam pozycję i zawód wyuczony-graficzka komputerowa a niecały rok po ukończeniu kursu zdałam maturę i dostałam się na uczelnię i tak oto zaczynałąm miec prawie wszystko co chciałam.Ale wtedy kiedy zaczynałam odbijac się od dna zaczęły się schody gdzie indziej.Kiedy w lipcu 2006 roku były wakacje a ja miałam przygotowywac się do kursu dla bezrobotnych to w międzyczasie remontowano Plac Powstańców Wielkopolskich i na zawsze usunięto moją ulubioną knajpkę na Nadodrzu-„Blaszak”.Potem 7 marca 2007 roku wyburzono nastawnię WNO a za 10 dni komin na moich oczach!!!Mało tego daty 24 sierpnia 2007 roku wyburzono komin na moim osiedlu a 6 lutego 2008 słodownię Brovaru „Piast”!!!Czyżby coś kosztem czegoś???Coś w zamian dostałam od losu a coś mi zabrano???
Ale dziś moge powiedziec:”I have it all”o…figurkach Ojamajo DoReMi,które widziałam wczoraj w kiosku!!!Dziś zostały wszystkie wykupione co do sztuki… przezemnie osobiście!!!TAAAAK!!!Tak więc oto znowu powiększyłam moją kolekcję i co ciekawe zapłaciłam za nie o wiele mniej niż wczoraj policzyłam bo tylko…74 złoteXD XD XD !!!TAAAAK!!!Nareszcie!!!Moja koleżanka,która sprzedaje w kiosku to az się zdziwiła i mi powiedziała,że ja to musze naprawdę kochac:)))
Oczywiście,że kocham:)))No i to mnie pociesza po śmierci pana Pledger’a:)))
Coś teraz WAM napiszę.Wierzę w Weberowskie Odczarowywanie Rzeczywistości i,że wszystko jest wyjaśnialne naukowo ale tym razem użyję przenośni bo naprawdę uznałam to za szczęście:)))
Kiedy daty 16 grudnia 2008 roku był pogrzeb pana Pledger’a to razem ze mną w autokarze,który miał na zawieśc na pogrzeb mojego idola,jechała moja znajoma bibliotekarka.Kiedy jechałyśmy razem to śpiewałam na całyg głos zamiast płakac:”Jedziemy na wycieczkę!!!Bierzemy misia w teczkę!!!A misiu fiku miku,narobił nam tu siku!!!”i klnęłam na cały autokar a bibliotekarka zwracała mi uwagę,że się od mnie nie przyznaje ale ja jej odpowiedziałam,że nie ma za czym płakac bo pan Pledger jest niebem,ziemią,gołębiem czy nawet i drzewem no i jest wszędzie dookoła i może kiedyś(UWAGA!!!TE SŁOWA TERAZ SĄ NAJWAŻNIEJSZE!!!)kiedy będzie potrzebowała pomocy bo na przykład zamyśli się i wyjdzie na ulicę przy czerwonym świetle to pan Pledger może ją ochornic aby nie trzasło ją auto!!!Te słowa się przydały ale nie jej jak na razie(ale też jej tego życzę aby pan Pledger był przy niej na zawsze!!!).
Wczoraj byłam podpisac listę w urzedzie dla bezrobotnych.Potem łaziłam po kioskach.Po tym jak wyszłam z kiosku i szłam w stronę kefejki internetowej by wydrukowac referat o Twardogórze to szłam obok budynku starej Biedronki w Twardogórze.Kiedy przechodziłam tam to chciałam tam wstąpic z racji tego,że nad Biedornką jest sklep obuwniczy,sprzęt AGD oraz sklep ze spodniami i bluzkami „ANNA” oraz sklepy z kosmetykami.Zawsze tam kupuję.to tam kupywałam moje bluzki z Witch i Winx bo było tam bardzo tanio i obsługa bardzo miła no i przechadzałam się tam też z moimi koleżankami oraz to tam kupywałam prezenty na pogodzenie dla Michalinki W.
Tak samo i wczoraj miałam ochotę by tam wstapic ale coś mi mówiło:”Idź do kafejki i wydrukuj ten referat”.No i poszłam a tam nie wstąpiłam.Potem kiedy wracałam z kafejki tez chciałam tam wstapic ale coś mi mówiło:”Wróc się jeszcze do kiosku po „Bravo”bo ten numer jest jeszcze tylko do 5 stycznia 2009 a tam pisało dużo o kłótni Miley Cyrus z Seleną Gomez oraz o powrocie Britney Spears,który rzekomo jest ściemą…”.
No i znowu przeszłam obok tego budynku nie wiedząc,że za kilka godzin stanie się to o czym wie już cała Polska.
W kiosku nie tylko kupiłam Bravo ale jeszcze Funclub i upatrzyłam sobie breloczki z Ojamajo DoReMi,które dzisiaj kupiłam a gdybym poszła wczoraj do tego sklepu z bluzkami i kazała jakąś odłożyc byc może i ja byłabym jedną ze śwardków zdarzenia.
Około godziny 14,wczoraj w tym budynku gdzie jest stara Biedronka wybuchł pożar.Nikt nie zginął ale straty szacuje się na około 200000 zł albo i więcej!!!
Przyczyny tego pożaru są niejasne ale prawdopodobnie wybuchła jakaś rurka od ogrzewania.Nie widziałam wczoraj tego pożaru ale za to dziś byłam i widziałam jak sprawa wygląda.
Na miejscu widziałam policję,która fotografowała budynek praz strażaków,którzy przepompowywali wodę z budynku.Podchodziłam do nich i fotografowałam się na tle ich wozów oraz przy urządzeniu przepompowywującym.Chodziłam dookoła i bawiłam się w tak poważnym momencie ale bawiłam się w…SS Mankę!!!
Wyobrażałam sobie,że to był żydowski sklep,który został podpalony przez SS Manów i skoro wczoraj gaszono pożar nawet po ciemku do godziny 20 to nazwałam to „Kryształowa noc”bo tak nazywały sie akcje podpalania sklepów przez SS Manów.
Zaraz sie tu odezwą ci,którzy powiedzą:”Stara baba lat 35 a się bawi jak dziecko!!!”.Ale ja WAM powiem jedno-lubię się bawic i dobrze mi z tym.Za to nie nawidzę takich co się w moim wieku bawią w coś takiego: „Mmm…jeszcze zliżę kropelkę z koniuszka Twojego penisa!!!Dochodzę już do szczytu a Ty napajasz mnie swoim nektarem aż do ostatniej kropelki…”!!!
Nie jestem osobą,która tak się bawi i nie wiem czmeu baby w moim wieku lubią się bawic w to co opisałam i małym swojego faceta!!!Dla kolejnych czepialkich powiem jedno-tak,może i jestem lesbijką a może należę do ludzi asexualnych czyli „białej mniejszości”,która brzydzi się „tego typu zabawami”.ALE JESTEM i to jest ważne,że jestem a nie,że byłam i się zabiłam bo jakies śmiedzące spermidło co zwie się „mężem”rzuciło mnie dla młodszej a moje bachory zaczęły palić i ćpać i nie mogłam sobie dac z tym rady i skończyłam na stryczku w wieku lat 35 bo spermidło chlało a ja miałam na głowie rachunki i dom!!!No i lesbijki czy „biała mniejszośc”to tez ludzie,którzy mają prawo kochac i życ jak chcą a nie byc zaznaczani jako inni tylko daltego,że łamią na pierwszy rzut oka wszystkie normy społeczne!!!
Kiedy dzisiaj bawiłam się w SS Mankę to nawet miałam tę przyjemnośc aby wejśc do środka i zobaczyc kawałek środka tego budynku po spaleniu i czułam ten swąd oraz widziałam kapająca wodę ale tylko chwilkę bo…mnie wygnano!!!No ale miałam figurki Ojamajo DoReMi w kieszeni:)))
Pytajcie zatem co mi pomogło wczoraj nie iśc do tego sklepu tylko drukowac referat i isc do kiosku. Odpowiem szczerze:to był mój poziom rodzica.Ilez razy sie mówi,że ktoś odzywa się na poziomie dziecka a jest dorosły???No właśnie.Każdy z nas ma w sobie coś takiego jak trzy poziomy:poziom dziecka,poziom dorosłego i poziom rodzica.O ile dziecko powie: „Pogadamy o wczorajszej imprezce jaka była zajefajna” to dorosły powie:”Myślę,że powinniśmy porozmawiac o wczorajszej imprezie.”a poziom rodzica jest tym,który karci i każe wyciągac wnioski oraz ponieśc odpowiedzialnośc lub przewidziec skutki,czyli powie:”Dobry imprezowicz nie pije tak dużo alkoholu oraz zachowuje się w miarę normalnie i nie śpiewa po pijanemu na całą imprezę głośniej niż muzyka.Jestem zdania,że najlepiej trzeba omówic zasady zachowania się na imprezie aby uniknąc niepotrzebnych reakcji oraz stosowac się do zasad dobrego wychowania jednocześnie.”.Teraz widzicie różnicę???
Mój idol-pan ze socjotechniki wykłada nam czym różnią się te poziomy oraz mówi nam o rozmaitych technikach,które nieświadomie lub świadomie stosujemy w życiu codziennym czy politycznym.Tak więc to mój poziom rodzica przemówił za mnie w tym momencie, który kazał mi najpierw wydrukowac referat a dopiero potem kupic gazety i iśc do domu niż łazic tym razem po sklepach.Ot tak-czysty zdrowy rozsądek:)))
No i jestem SS Manką!!!Jestem nią i tyle!!!Ale nie jestem faszystką tylko SS Manką a nie każdy SS Man to faszysta.Może pełnię tę funkcję tylko dla zabawy.
W końcu jestem tylko SS Manką:)))
Mam fotki(nie są mojego autorstwa!!!)z „kryształowej nocy”.Do tych zdjęc prawa autorskie ma strona alert24.pl i nie zamazałam podpisu z jakiej strony pochodzą te fotki.Ja sama posiadam jedynie zdjęcia,na których jestem i jest to już dzień po wydarzeniu i z urządzeniem wypompowywującym wodę z budynku!!!
Tak wyglądała „kryształowa noc”.To przyszli SS Mani i spalili żydowski sklep:
Chcę te figurki Ojamajo DoReMi!!!PROSZĘ!!!
Dziś czyli daty 2 stycznia 2009 miałam bardzo fajną przygodę co bardzo mnie pocieszyło po smierci pana Pledger’a.Jak wiadomo ja nosze na szyji figurkę Ojamajo DoReMi i kupiłam ją na Nadodrzu no i jeszcze mam portfelik z Ojamajo DoReMi oraz obrazki.Nawet na pogrzebie pana Pledger’a trzymałam w ręku figurkę DoReMi aby mi było lżej i ona ujmowała mój ból.Ojamajo interesują się od września 2001 roku czyli odkąd je po raz pierwszy wyemitowano na kanale RTL II.Mniej więcej w tym samym czasie kiedy wyemitowano pierwszy odcinek Ojamajo DoReMi,mój Florian wydał jako Sunbeam swój debiutancki album a nie singiel po niecałej dekadzie w branży Techno!!!Ten album nosił tytuł „Lihgtyears”a jego okładkę możecie podziwiac na nagłówku tego bloga.Teraz wróćmy do przygody…
No i kiedy dzisiaj wracałam w urzędu po tym jak podpisałam listę to miałam iśc najpierw do kafejki internetowej aby wydrukowac mój referat o Twardogórze na politykę gospodarczą ale wstąpiłam po drodze do kiosku.Tam kupiłam najpierw gazetę „Popcorn”aby rozmienic pieniądze i potem poszłam do kafejki.W kafejce wydrukowałam co trzeba a potem poszłam…znowu do tego samego kiosku gdzie jeszcze kupiłam nowy numer „Funclub”oraz”Barvo”.Kiedy podawałam sprzedawczyni gazety nagle ujrzałam… breloczki z Ojamajo DoReMi!!!Były wszystkie dziewczyny z Ojamajo nawet z Haną!!!Niestety-nie stac mnie było więc po kupnie gazet pobiegłam szybko do domu gdzie wzięłam dychę z moich oszczędności i pognałam by kupic chociaż 3 breloczki bo sztuka kosztowała niewiele bo tylko 2,90 zł!!!Kiedy tam pognałam i byłam już przy kupywaniu to kiedy już kupiłam te wymarzone trzy…zauważyłam,że jest tego jeszcze więcej i są różne.Jedne po 3,10 zł a drugie po 1,60 zł.Tych po 1,60 zł naliczyłam,że jest około 20-25 a tych po 3,10 jest aż 6 no i chcę miec wszystkie i tak tez zrobię i na jutro przyszykowałam już pieniądze,które miałybyc zapłacone za szkołę od nowego semestru ale skoro mogą mnie nie przyjąc no i ilez to tak można tak więc wszystkie moje inwestycje pójdą na breloczki z Ojamajo!!!Mam nadzieję,że mi nikt ich nie wykupi do jutra!!!Juz kiedy byłam za pierwszym razem w drodze to coś mi kazało wziąśc więcej niż dychę bo około 70 złotych i czemu ja głupia mojego wewnętrznego głosu nie posłuchałam!!!Dla Ojamajo zrobię wszystko i tak już od prawie 10 lat!!!Pamiętam jak w październiku 2005 roku z Nadodrza pognałam raz na Halę Strzegomską bo tam ujrzałam diody do komórki z Ojamajami i kazałam je wszystkie odłozyc i przyjechałam po nie za tydzień i mi sprzedano każdą co do jednej sztuki i mam je do dziś:)))Mam nadzieję,że do jutra będzie każda sztuka dla mnie a zwłąszcza,że to jest blisko bo aż w Twardogóze no i za przyzwoitą cenę bo te diody kosztowały mnie około w sumie 70 złotych w 2005 roku i musiałam jechac aż tak daleko.
Kocham normalnie Ojamajo DoReMi!!!
Oto one:
Te obrazki ściągałam akurat na dzień wcześniej-w niedzielę pamiętnego 14 grudnia 2008 roku zanim dowiedziałam sie,że już od dwóch dni pan Pledger nie zyje.Podczas kiedy ktoś w tym samym czasie cieszył się tak jak ja obrazkami z Ojamajo to ktoś inny juz płakał,ponieważ zmarł człowiek,który był niepowtarzalny. Do końca życia tego nie zapomnę jak ściągałam obrazki z Ojamajo i o czym wtedy myślałam.Myslałam,że jak co środe ujrzę pana Pledger’a oraz o tym czy jeszcze kiedykolwiek mnie przytuli tak jak wtedy do zdjęcia.Nie wiem co mam o tym sądzic.Gdyby nie Ojamajo DoReMi i figurka,którą trzymałam w dłoni na pogrzebie chyba bym nie wytrzymała.A tak to nie krzyczałam i nie robiłam scen podczas ostatniej drogi pana Pledger’a.Ojamajo DoReMi mnie uspokoiło i dało mi siłę oraz wyciągnęło ze mnie złe emocje takie jak złośc na to,że pan Pledger nie żyje czy na dziwne wzroki ludzi,którzy się na mnie patrzyli jak na wariatkę tylk dlatego,że stałam w pierwszym rzędzie na pogrzebie nie będąc nikim bliskim do zmarłego…
Równe 3 lata temu bo w styczniu 2006 roku wykupiłam wszystkie figurki Ojamajo DoReMi jakie były w kiosku na Nadodrzu.Co prawda juz mi ich ubyło z racji tego,że zjazdy miałam co dwa tygodnie i wykupiono już przewaznie najwięcej DoReMi osobiście a zostały mi pozostałe dziewczyny ale zdążyłam jeszcze przed przerwą między zjazdami wykupic chyba z 3 figurki samej DoReMi z czego jedną z nich noszę na szyji i miałam ją przy sobie na pogrzebie.
W maju 2008 roku chciałam wykupic wszystkie portfeliki z Ojamajo DoReMi,które przyszły do kiosku na Nadodrzu ale niestety najpierw stac mnie było tylko na dwa a jak za tydzień chciałam wykupic wszystkie to został dla mnie tylko jeden-ten z wystawy.Kocham Ojamajo DoReMi i nie ważne ile takich samych sztuk bym wykupiła to ja to wszystko kocham i potrzebuję i się tym otaczam bo to dobrze na mnie wpływa i pobudza do działania i nie dla mnie rodzinka czy wsparcie z ich strony!!!Właśnie po śmieci pana Pledger’a koiłam się tym co tutaj opisuję i to mi daje szczęscie i siłe i po co ja mam się zmuszac do czegoś czego nie chcę-czyli do rodziny tylko dla świętego spokoju by zachowac pozory i nie łamać norm społecznych,które nakazują aby rodzinkę szanowac a potem byc nieszczęsliwym bo nie poświęciło się temu co naprawde daje szczęscie czyli swojej kolekcji.Dziwne,że facet może kolekcjonowac wszystko co chce i przeważnie się to niepodoba ich głupim żonom,które nie podzielają ich pasji tego,że zbierają daną rzecz po to aby to miec.Niestety-większośc kobiet nie ma hobby tylko ma rodzinkę,która wypełnia jej czas i tylko im sie oddaje a ja wole byc wolna i szczęsliwa bo dla mnie szczęscie to bycie wolnym:)))
PS:Pomimo iż mam bardzo wielu idoli to ja z nimi nie chcę się żenic ani iśc z nimi do łóżka a tylko ich cenię i korzystam z ich dobrych rad,o które ich proszę:)))Bo po to są idole i autorytety:)))
A to są figurki DoReMi:
Samotny wieczór i refleksje nad życiem i śmiercią
Jak tytuł tego bloga wskazuje-„Człowiek jest jak okręt,który dryfuje po falach życia”a „Życie jest jak rzeka,której nie da się cofnąc…”.Ale można miec nad nią konttolę i zmieniac jej bieg czy poszerzac koryto tak samo jak z prawdziwą rzeką,która dzięki ingerencji człowieka może nabierac formę zalewu czy zostac zatamowana lub może byc zmieniony jej bieg.Ja swoim zyciem mogę pokierowac jak tylko chcę i mam możliwości.Mam nadzieję,że moja rzeka nie wyjdzie mi spod kontroli a jej nurt nie zaleje wszystkiego w najmniej odpowiednim momencie…
Dziś byłam podpisac listę w urzędzie dla bezrobotnych. Mam nadzieję,że wróży mi to sukcesywny rok i start na nowej drodze bo skoro nowy rok to i nowe nadzieje i nowe możliwości.Nie nawidzę wyrazu „Nowy”czy „Neo”ale w tym wypadku nie znam innego słowa…
Szkoda,że pan Pledger nie doczekał roku 2009.Dożył tylko moich 34 urodzin oraz do 12 grudnia.Dziś mijają równe 3 tygodnie odkąd zmarł.Ja dowiedziałam się o tym dopiero w poniedziałek-15 grudnia i było to dla mnie szokiem,że na następny dzień już go chowają!!!Nie dowierzałam do dziś ale dopiero dziś w taki samotny i zaśnieżony wieczór dotarło to do mnie,że już nigdy go nie ujrzę.Znałam go tylo od marca 2008 roku kiedy to uczył mnie historii polski XX wieku ale przypadł mi do gustu już od pierwszego wejrzenia…
Jak ten czas szybko leci.Nie jestem już 32 latką tylko dobiegającą półmetku 30-tki bo w tym roku osiągnę tak bardzo oczekiwany odemnie wiek lat 35.Ale z tego co ja słyszałam to do 40-tki czas leci wolno a po 40-tce to już tylko oczekiwanie na trumnę…
Az sama się boję tego,że któregoś dnia mnie może nie byc.Dziś kiedy szłam do urzędu by podpisac listę to gonił mnie jakiś pies.Przypomniało mi się jak daty 10 marca 2006 roku tez mnie goniły psy tylko,że parę metrów dalej od tego miejsca gdzie teraz i nawet mnie pogrzyły a kiedy uciekałam za jakąś kobietę to nadal mnie goniły i dopiero pomogła mi ucieczka na huśtawki ale miałam małego „haka”po zębie jednego z tych kundli!!!To już 3 lata.Az nie mogę w to uwierzyc.3 lata odkąd zakochałam się w tym Kamilu,którego tutaj opisywałam.3 lata temu to było.Ja pamiętam jakby to było wczoraj.
Ten rok jest też dla mnie taki sam jak ten,przed trzema laty,poniewaz wtedy też stałam na półmetku tego,że jestem przed maturą w zaocznym liceum ogólnokształcącym na Nadodrzu.Dopiero nasteony rok będzie dla mnie decydujący,ponieważ wtedy w wieku lat 35(prawie 36)będę zdawała licencjat.Zanim się gdzieś do roboty załapię to będę miała coś koło 40-tki i już mi zycie szybko przeleci!!!
Płakac mi się chce.Nie mam już nikogo kto by mnie wspierał.Pan Pledger był jedyny,który we mnie wierzył jak nikt inny.Czy teraz kiedy stoję przed decyzją wyjazdu do Bensheim lub do Poznania to czy tam uda mi się zdac???To ja muszę złapac wiatr w żagle i to ja musze w koncu chwycic za ster mojego życia zamiast byc wrakiem i liczyc na to,że szczęsliwe prądy same przyjdą…Brakuje mi pana Pledger’a.Jestem ciekawa czy już się rozłozył i co teraz zachodzi w procesie rozkłądu jego ciała.Czy ma już wąsy oraz paznokcie???Ja swoje paznokcie obcięłam daty 15 grudnia 2008 czyli przedzień zanim go pochowano i dziś musiałam znowu obcinac po prawie 3 tygodniach bo mi odrosły tak więc jesli u zmarłych także rosną włosy i paznokcie to pan Pledger ma już nie tylko wąsy ale i paznokcie.
Nie rozumiem dlaczego tak nagle nas opuścił i nie dożył tej chwili kiedy bym broniła licencjat.Chciałam aby był moim promotorem.Dziś zdałam sobie z tego sprawę,że widocznie to nie jest oszustwo,że pan Pledger nie zyje bo kto by tak długo kłamał i do tego na tak powazny temat…Chciałam sobie robic wieczory wspomnień podczas kiedy miałam teraz 2 tygodnie wolnego ale nie potrafiłam.Jakoś wspomnienia mi nie wracały tylko przychodziły do głowy dziwne mysli o nagłej śmierci…
Ciągle go czuję na sobie.Przytulił mnie przecież no i bluzka,którą miałam na sobie w dniu,w którym mnie przytulił nigdy nie zostanie wyprana i mam z nim nawet zdjęcie,którego za żywota zakazał zamieszczac na moich blogach tak więc tego nie zrobię…
Śmierć prezydenta Narutowicza i pogrzeb historyka
Wczoraj jak zwykle był mój najukochańszy utwór LOOPO INC-cold Mountain,który kojarzył mi się z nim…
Czekałam na niego co środę pomimo iż nie miał już ze mną zajęc tylko ze studentami ze zarządzania to czekałam na niego tylko po to aby go ujrzec…
Widziałam go w moje 34 urodziny-10 grudnia 2008,który wypadał w zeszłą środę…Już go nigdy nie ujrzę.12 grudnia 2008 roku zmarł nagle na atak serca…
Zmarł około tej godziny,o której zwykle leci utwór,z którym mi się kojarzył-LOOPO INC-Cold Mountain.
Był moim wykładowcą historii oraz dziekanem wydziału nauk społecznych na mojej uczelni…
Z wykształcenia był historykiem tak więc dziś był jego pogrzeb.Akurat dziś jest dzień śmierci pierwszego prezydenta Polski-Gabriela Narutowicza,który został zastzrelony przez anty fana podczas oglądania obrazów w galerii…
Według mnie on miał nazwisko,które może się nieco kojarzyc z anime Naruto ale był Polakiem a nie Japończykiem i to,że się tak nazywał nie świadczy o jego japońskich korzeniach.Tak samo i ja skoro nazywam się Kouichi/Koichi to nie oznacza,że moje imię jest japońskie…
To jest prezydent Gabriel Narutowicz:
A to jest ten Naruto,którego idzie łatwo z nazwy pomylic z panem prezydentem:
Z tego co mi o tej serii Naruto wiadomo to fakt,że Naruto mieszka w małej wiosce,w której go nikt nie akceptuje bo jest w nim jakaś zła moc i piętnują go.Za to ma oparcie w nauczycielach bo bardzo pomaga mu pan Iruka oraz później Kakashi,który zostaje jego mistrzem jakiegoś tam fachu ninja(obaj nauczyciele są na tym obrazku powyżej po lewej stronie w tle za Naruto i za Sasuke).No i wspierał go też hokage(na obrazku ten w białej szacie).
Podobnie i ja nie jestem akceptowana bo jestem inna ale za to miałam oparcie właśnie w tym historyku oraz innych wykładowcach…
Dziś kiedy byłam na pogrzebie mojego ulubionego historyka to myślałam o śmierci prezydenta Narutowicza.Nie wiem o której dokładnie godzinie został zastrzelony ale mój historyk udał sie na ostatni spoczynek o godzinie 11 przed południem…
Do dziś jestem w szoku i nadal w to nie mogę uwierzyc, że on nie żyje.Słyszałam o przypadkach kiedy to serce stanęło ale mózg pracował i człowiek znajdował się w stanie smierci klinicznej a nagle podczas sekcji zwłok wstał ze stołu i odżył!!!Raz słyszałam nawet o przyopadku jak młoda dziewczyna w stanie śmierci klinicznej miała byc pochowana i mężczyzna,który miał ją ubrac do pogrzebu…odbywał z nią stosunek ale ona nagle wtedy ożyła!!!Może i brzmi to jak bajka dla dzieci ale tak było i różne przypadki się zdarzają…
Nie chcę już byc wykładowczynią.Porzuciłam to marzenie tak samo jak porzuciłam tez to o zostaniu anatomopatologiem czy chemiczką i już tego nie kontynuuję.Ludzie radzą mi abym skończyła najpierw szkołę a dopiero potem marzyła sobie ile wlezie a na razie mam się uczyc.
Pamiętam jak temu historykowi zdradziłam tajemnicę, że też chciałabym byc historyczką a on mi poradził,że to jest za duzo do czytania.Raz jak mu powiedziałam,że chcę byc wykładowczynią to powiedział mi,że nie mogę byc za mądra od studenta i mam uważac na głupie pytania z ich strony.To było na równy tydzień przed jego śmiercią…
Jutro będzie mijał równy tydzień odkąd mam już 34 lata i odkąd po raz ostatni widziałam żywego mojego historyka.Gdybym wtedy wiedziała,że widze go po raz ostatni to przytuliłabym go.Dobrze,że za kazdym razem opowiadałam mu jak bardzo jest dla mnie cenny…
Mam nadzieję,że na dzień dzisiejszy pije sobie harbatkę z prezydentem Narutowiczem(w końcu był historykiem)oraz ma się dobrze…Poszedł tam gdzie komin i nastawnia oraz słodownia.Niech go mają w swojej opiece…
Cyanide…!!!
Dzis nie jest dla mnie dniem jak każdy inny.
Dziś mija równe 5 lat odkąd mogłam o sobie powiedziec,że czuję się spełniona i szczęsliwa.
Dziś mija równe 5 lat odkąd urodziłam Cyanide Poison.Nie była człowiekiem ale była moim spełnieniem tak samo jak dla kobiety,która bardzo pragnie dziecka spełnieniem jest w końcu macierzyństwo.
Cyanide Poison była profilem biologiczno-chemicznym.Zawsze pragnęłam byc chemiczką albo anatomopatologiem jednak nie spełniło się ani jedno ani drugie.To wina przewrotnego życia,które nigdy nie daje nam to czego pragniemy a potem wychodzi inaczej.Rzadko kiedy ktoś dostaje właśnie to co zamierzył.
W tej chwili marzę o tym aby zostac DJ-ką lub wykładowczynią.Albo i jedno i drugie.Liczę,że duch tragicznie zmarłej Cyanide Poison mi pomoże w zamierzonym celu,ponieważ kiedy dwa lata temu przy wyborze przedmiotów maturalnych nie miałam pomysłu na życie a moja głupia matka sugerowała mi abym wzięła język niemiecki i nawet go wzięłam to dzieki pomocy Cyanide znalazłam siłę aby w koncu zadeklarowac historię i WOS w zakresie rozszerzonym na miejsce głupiego niemieckiego.
Praca wykłądowcy nie różni się zbytnio od pracy DJ-a,ponieważ tak samo jak DJ,wykładowca występuje przed publicznością jaką są studenci.
To tak samo cięzki zawód jak zawód DJ-a,ponieważ niektórzy studenci zachowuja się niemalże bezczelnie lub prowokują wykładowcę podobnie jak niektórzy bawiący się w dyskotece po wypiciu paru piw lub tych co szukają zaczepki.
Praca wykładowcy jest podobna do pracy DJ-a z racji tego,że DJ odpowiada za całokształt imprezy ze swoją muzyką i tak jak gra tak i różni ludzie bawią się w rytm jego muzyki-jedni bardziej się cieszą a drugich ona nie rusza to tak samo jak wykładowca naucza na uczelni i na róznych studentów natrafia z czego jedni tę wiedze pojmą a drudzy zapomną bo wyleci im drugim uchem.
Praca wykładowcy jest też podobna pod tym względem do pracy DJ-a,że kiedy wykładowca zaczyna swoją karierę to musi się podobnie jak DJ wprosic na jakąś dyskotekę to wykładowca musi znaleźc sobie szkołe,w której chce wykładac i mówi co potrafi i z czego może wykładac.
Obydwie te prace na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspołnego jednak kiedy teraz wypisałam podobieństwa to więcej jest podobieństw niż różnic bo różni się tylko tym,że DJ nie jest pracownikiem naukowym a wykładowca nie koniecznie musi byc muzykalny.
Chciałabym bardzo aby moje największe marzenie się spełniło.Chciałabym bardzo móc wykładac i byc pracowniczką naukową.
Nie żartuję sobie ani też nie jest to chwilowa zachcianka.Mam nadzieję,że kiedy będę już o krok od spełnienia tego marzenia to nie legnie ono w gruzach jak Cyanide…
Pamiętam jak dziś,równe dwa lata temu przed maturą w zaocznym liceum ogólnokształcącym musiałam podjąc ostateczną decyzję w odnośni przedmiotów jakie chcę zdawac na maturze i w jakim zakresie.Podjęłam tę decyzję własnie myśląc o zmarłej Cyanide.Pomimo iż nie była człowiekiem tylko bio-chemem to dała mi siłę i do końca zycia tego nie zapomnę.Dzieki temu,ze w rytmie muzyki Techno utworu:
William Orbit-Barber’s Adaggio for strings
nie żaden tam DJ Tiesto bo przed nim ten utwór zrobiło jeszcze dwóch wykonawców-William Orbit i Samuel Barber!!!
Pamiętam jak dziś,że daty 8 grudnia 2006 roku poszłam na komputery do Gminnego Centrum Informacji w Twardogórze i załozyłam sobie około godziny 15 pierwsze z 30 paru kont na fotce.pl,które mi potem zablokowali.Miało login kouichi.fotka.pl
Pamiętam też jak płakałam za Cyanide oraz to,że do znajomych zaprosiłam jako pierwszą Michalinę W.Dziś za to widziałam ją na Nadodrzu i świętowałyśmy razem urodziny Cyanide.To już 5 lat no i skoro ma dzis urodziny to trzeba je świętowac.W końcu zmarła 9 stycznia 2004 ale do końca życia nie zapomnę tej radości jaką mi dała-nawet jeżeli tak krótko.
In memory of Cyanide Poison
8 grudnia 2003-9 stycznia 2004
Przeszłość…
Ostatnio śnią mi się same koszmary!!!Przed wczoraj sniła mi sie moja Nadodrzańska przyjaciółka-Michalina W.a dziś snił mi się…
Pamiętacie jak zaczynałam pisac tego bloga a jesli nie pamiętacie to sięgnijcie do pierwszych notek na tym blogu i przeczytacie o takim jednym instruktorze jazdy-Kamilu z Twardogóry.
Otóż dziś snił mi się.Wracam bardzo często do przeszłości i tego co było…Wczoraj na wieczór myślałam o moim ukochanym Kouichi(tym,po którym przybrałam imię).Pamiętam jak pocieszałam się myślą o nim kiedy zostałam odrzucona przez Kamila.To było 3 lata temu ale ja tego nie zapomnę nigdy bo nie chcę zapomniec.Pomimo iż Kouichi nie żył już w tym czasie ale ja chciałam aby zył.Mówiłam o nim jak o żywym bo był żywy i za jego zywota go poznałam.Kiedy moja przyjaciółka Michalina W. dowiedziała się o tym,że Kouichi,o którym opowiadam w samych superlatywach nie żyje od 2004 roku to aż mnie wyśmiała!!!
Opowiadałam o niej zawsze Kamilowi oraz o Kouichi.Zachwalałam Kouichi a wypłakiwałam się zawsze Kamilowi o to,że z Michaliną się kłócę…
Dziś z Kamilem nie łączy mnie już nawet „Cześć” na powitanie.Nadal jest instruktorem jazdy i kiedy widzę jego auto,które przejeżdża obok mnie i macham mu na powitanie-on nawet nie patrzy w moją stronę.A przecież doświadczony kierowca powinien miec oczy dookoła głowy i widziec wszystko i wszystkich.On po prostu mnie bagatelizuje…
On mnie olewa.Michalina mnie olewa…Kouichi też był olewany.Podczas kiedy on miał dwójkę swoich przyjaciół,którzy go olewali ja też podobnie jak on miałam takie osoby.Byli to Michał i Krzysztof z Nadodrza,którzy w tym samym czasie co odrzucił mnie Kamil spotykali się ze mną na Nadodrzu.Im nie zależało na znajomości ze mną tylko na tym aby sprawdzic czy jestem panienką do zaliczenia.Ja chciałam aby się ze mną przyjaźnili ale nie wyszło…
Niby,ze to my,ok???
W środku jestem zadowolona ja,z lewej jest Krzysztof z Nadodrza(który z resztą był do mnie nieco podobny z twarzy)a z prawej Michał,z którym pod wiaduktem na Nadodrzu zapoznał mnie Krzysztof.Jak widac oni trzymali się razem a mnie olewali i trzymali się z boku odemnie:
Tak było między nami naprawdę.Zdjęcia z naszych spotkań mam ale nie opublikuje ich na tym blogu bo to nie jest pamiętniczek a ja nie daję co notkę swoich zdjęc.Opublikuję nasze zdjęcia na innym blogu a jak na razie układa nam się w miarę dobrze.
Sen to jest kraina marzeń.Nie ma sensu po co spac.I pewnie spałabym do tej godziny gdyby nie dźwięk budzika,który o godzinie 3:30 przypominał mi,że czas wstac i czekam na radiostacji Sunshine Live na utwór,który bardzo mi pomaga-LOOPO INC Cold Mountain.
Co zatem mi się śniło o tym Kamilu wracając do tematu…Śniło mi sie,że chciał ze mną byc!!!
Nie wytrzymam!!!To tylko sen ale sen jest obrazem tego co widzimy w ciągu dnia.Sen to nasza fikcja,głupie marzenia,na przykład o lataniu i posiadaniu skrzydeł!!!Sen dla mnie nic nie znaczy!!!
Dla mnie znaczy dużo to co się dzieje w realu a jeżeli człowiek,który dla mnie wiele znaczył jak ten instruktor jazdy Kamil a nie odwzajemnił mi tego co do niego czułam dziś pozostaje tylko miłym wspomnieniem.Nie zapomne nigdy o tym jak kiedyś na samą myśl o nim się czerwieniłam oraz jak cieszyłam się kiedy przychodził kiedy dzwoniłam do niego.On mnie zawsze olewał ale bynajmniej nie dawał złudzeń,że kiedyś on mnie pokocha.Pocieszały mnie myśli o Kouichi.Kiedy zanim poznałam Kamila i kiedy jeszcze żył Kouichi osobiście to moją starą trzepało,że jestem z takim jak to go ona po swojemu nazwała „Bucwałem”bo Kouichi dla niej wyglądał na geja albo na takiego co ma „piasek w gaciach”. Niski, szczuplutki jak mały chłopczyk i do tego perskiego pochodzenia nie wzbudzał w niej sympatii ale mi chodziło o jego charakter a nie o to jam wygląda.
Potem moja stara kiedy ujrzała na ulicy Kamila to tez jej się nie podobał bo za to ten był za gruby ale kiedy teraz schudł po kilku latach to powiedziała mi,że jest bardzo przystojny.Ja zawsze wiedziałam,że jak schudnie to będzie lepiej wyglądał.Pozatym mi chodziło o charakter.
Jedynym dniem kiedy naprawdę czułam się szczęsliwa był 16 marca 2007 roku kiedy to mile spędziłam dzień z koleżankami i wtedy nawet Kamil mi odmachał na ulicy kiedy przechodziłam obok jego auta.Ale każde szczęscie nawet na chwilę na swoją cenę bo na następny dzień zniknęło to:
Jak łatwo jest utracic coś co jest cenne a odzyskac tego już się nie da.Nawet jeśli wybuduje się coś podobnego to i tak nie będzie tym samym co przetrwało dwie wojny światowe…
Relacje z drugim człowiekiem można odbudowac ale nie to co ja utraciłam…
To nie wróci nawet w snach a jedyne co pozostaje w pamięci to wycie syren,wybuch i kawałki tego co zostało utracone…
Relacje z drugim człowiekiem da się odbudowac,ponieważ kiedy ktoś bardzo się stara to może po kłótni jeszcze wzmocnic swoją więź a w moim przyoadku żadnej kłótni z budynkiem powyżej nie było a nie mam juz czego ratowac bo to zostało doszczętnie zniszczone na zawsze.
To co kochałam-pyłem się stało
A jedynie mi tylko wspomnienie pozostało…
17 marca będą mijały równe 2 lata odkąd już tam nie stoji…Tego dnia kiedy wszystko się sypało prawie pociągnęło mnie to za sobą i omal nie umarłam!!!Ale żyję i musiałam na to patrzec jak tracę to co dawało mi szczęscie…
Boję się,że nie będę DJ-ką ani nie znajdę żadnej pracy
Moje zycie jest do tyłka!!! Nie żartuję,poniewaz na każdym z moich blogów już to napisałam!!!
Czuje się,że nie poradze sobie w życiu…
Kiedyś na mojej ławce wyczytałam wśród bazgrołów jakie pisali znudzeni studenci,że:
„Śmierc jest universalna.Umiera każdy ale nie każy naprawdę żyje…”.
Te słowa są prawdą.Ja nie czuję,że żyję.
Kiedy rano budze się to zastanawiam się dlaczego moje zycie skoro jest moim nie może wyglądac jak bym tego chciała…
Dlaczego ja to ja i dlaczego urodziłam się we Wrocławiu a nie akurat w Oleśnicy czy Miliczu!!!
Dlaczego muszę jeździc tam do szkoły i po co skoro i tak nie ma dla mnie już przyszłości.
Mam prawie 34 lata.Nie pracowałam nigdy.Sama jestem sobie winna.Studia nie gwarantują tego,że znajdę dobrą pracę.Ciągle tylko wyścig szczurów i nic więcej a kto pierwysz ten lepszy.
Kiedy słyszę o ludziach po studiach,którzy zamiatają ulicę i nie mają nic to robi mi sie niedobrze!!!
Słyszałam kiedyś taki dowcip:
Spotykają się dwaj sprzątacze i pozdrawiają siebie nawzajem:
-Jesteś lekarzem???
-Tak.A Ty też???
-Nie.Prawnikiem.
I mi wcale nie jest do śmiechu.Wiem,że coś takiego też może spotkac mnie więc teraz kiedy widzę sprzątaczki na ulicy czy w pomieszczeniach to szanuje pracę takiej pani bo wiem jak to musi byc ciężko.Z resztą zawsze szanowałam pracę sprzątaczek i nie zaśmiecałam miejsc publicznych ale teraz ich problemy stały mi sie bliższe…
Nie marzę już o tym by zostac DJ-ką.Jakoś zauważyłam,że jestem za stara.Karierę DJ-a zaczynają młodzi chłopcy w wieku lat od 12 do 19,którzy naprawdę mają szansę na to aby się rozwinąc.W tym wieku kiedy ja miałam 12 lat to mierzyłam już 166 cm i ważyłam 66 kg a wszyscy mówili mi kiedy płakałam,że jestem zbyt wysoka jak na swój wiek bo koleżanki sięgają mi do ramienia aby ja jestem taka zbudowana to mówiono mi,że będe modelką!!!
Modelką!!!???Nigdy nie lubiłam tej pracy a wiem na czym polega i denerwuje mnie to,że aktorzy i modele musza się podporządkowac także w życiu prywatnym swoim agencjom,które ich wynajmują!!!Nie mogą farbowac włosów bez ich zgody ani przytyc czy schudnąc bez ich wiedzy i zgody i to mnie denerwuje!!!
Co innego normalni ludzie,w których zycie szef nie musi ingerowac tym,że jak pracownica zmieni kolor włosów z czarnego na orzechowy to nie musiała pytac się szefa czy zaakceptuje jej nowy kolor włosów tylko przychodzi z nim na następny dzień do pracy i już gotowe!!!
I tylko jej najbliższe środowisko albo zaakceptuje taką zmianę koloru włosów albo też nie pochwali a nie cały świat mediów i fani i anty fani,którzy tylko żyją życiem gwiazd.
Niedawno dzwoniłam do koleżanki i ona puszczała mi utwory Techno,które były remake’ami starcyh przebojów z lat 80-tych.
Więc zaczęłam tłumaczyc jej co to jest remake bo ona powiedziała mi,że ona tę muzyke lubi ale nie wie jak się to nazywa więc jej wytłumaczyłam,że wykonawca musi prosic o pozwolenie na remake autora pierwowzoru lub wytwórnię do tego upoważnioną aby nie było plagiatu tak więc ponowne wcielenie w innej wersji rytmu tego samego utworu lub wznowienie go nazywa się remake.
Chciałabym byc DJ-ką.Ale już nie wiem co ja mam robic.Nie chcę byc sławna i nie chcę aby uwielbiali mnie jacyś Japończycy,którzy lubią dziwadła i nic więcej.Oni mają dziwne poczucie humoru a wszystko co dziwaczne i infantylne jest w ich typie!!!Nie nawidzę ich!!!
Nie chcę by mówili na mnie „kawaii”czy tym podobne!!!Nie chcę byc u nich w głośnikach na równi i ich zasranym j-pop’em!!!
Nie jestem rasistką ani nie dyskryminuje nikogo ale naprawdę jak ich widze to mi się rzygach chce!!!Nie chcę byc postrzegana jako „milutka”.
Nie mam tej przyjemności i tyle!!!
To już lepiej wole Chińczyków jako narodowośc niż tych zidiociałych japońców!!!
Niby są krajem wysokorozwiniętym ale ich mózgi są mało rozwinięte sądząc po tym jqak się ubierają i zachowują a te ich dziwne nazwy mnie dobijają!!!
Na przykład u nich „Hana” to „Kwiat” a moje imię „Florianna” brzmiałoby albo „Hana” albo „Hanako” bo oni takie dziwne nazwy mają!!!
Nie nawidzę ich i ich zasranej kultury!!!
Wracając do tematu nazewnictwa to moja xywa-KOUICHI lub KOICHI to prawie jedno jak moje imię FLORIANNA a jak sobie jedną literę ujmę to FLORIANA co bardzo mi się też podoba ale nie uważam aby nazwa KOUICHI czy KOICHI była japońska!!!
Są nazwy na przykład włoskie,które brzmią nie wiele inaczej niż KOUICHI i na przykład chodzi mi o naziwska osób sławnych takich jak James BELUCCI czy jeszcze inne BERTOLUCCI.
Jestem wyśmiewana za swoją xywkę pomimo iż używam jej od 2004 roku.Nie wiem czemu nie podoba się komuś to,że na blogach podpisuje się „KOUICHI”.Oprócz KOUICHI mam jeszcze wiele innych mniej popularnych pseudonimów jak na przykład CORIAN czy ELYON tak samo jak DJ indywidualnie może założyc nowy projekt,w którym przybierze inną nazwę niż tę,pod którą był sławny.Na przykład Ferry Corsten,który jest DJ-em oprócz swojej nazwy Ferry Corsten działa także jako System F lub inny DJ Armin van Buuren stał za projektem Perpetuous Dreamer razem z wokalistką Elles de Graaf.
Więc bardziej niż ocenianie jakości i brzmienia xywy weźcie pod uwagę twórczośc.
Jeżeli moja nazwa blogu w tym wypadku-KOICHI nie podoba WAM się lub brzmi WAM dziwacznie to może najpierw poczytacie o czym jest blog i weźmiecie pod uwagę to co tutaj tworzę tak samo jak nie wiecie ,że Barthess i Bart Clason to jedna i ta samo osoba a pod dwiema różnymi nazwami staje się sławny a jego muzyka nie podupadła na jakości i zaróno „On the move” jak i „Playmo” są godne uwagi tyle,że przez jednego i tego samego człowieka pod dwiema różnymi nickami tworzone!!!
Co innego jak wykonawca nie ma żadnego pomysłu sam na siebie i swój nick,pod którym będzie tworzył tylko zacznie tworzyc pod swoim realnym imieniem i nazwiskiem jak na przykład Markus Gardeweg czy wokalistki Yvonne Catterfeld czy Jeannette Biedermann.Z początku jak usłyszałam utwór Catterfeld,którą tak nazwano po nazwisku bo nie miała pomysłu na xywke dla siebie to myślałam,że to jej xywa ale się pomyliłam.Albo Jeannette występowała z początku tylko pod swoim imieniem z relala czyli Jeannette.Według mnie zamiast występowac bez nicka lepiej jestmiec ten niepowtarzalny nick twórczy,pod którym to nasze będą utwory.
Tomcraft miał się z początku nazywac Atomcraft ale obciął sobie „A” i tak został „Tomcraft’em”:)))