Dalszy ciąg przygody…

Gdy tak czekałyśmy w pociągu,konduktorka po godzinie czekania oznajmiła pasażerom,że nadjedzie inna jednostka i nas zabierze do Wrocławia bo ten pociąg jest zepsuty i dalej nie jedzie.Wysiedliśmy wszyscy.W międzyczasie gdy czekaliśmy na tę inną jednostkę nadjeżdżały ze 2 towarówki,które wprawiały nas w obłęd bo myślelismy wszyscy,że to nasz nowy pociąg nadjeżdża:)))Gdyb tak czekałam razem z innymi znowu napotkałam moją koleżankę-Paulinę.Gdy po długim oczekiwaniu na pociąg wreszcie nadjechał wsiadłyśmy szczęśliwe.Usiadłam obok Pauliny i rozmawiałyśmy.Ale mój żołądek zaczął coraz bardziej pobolewać jakbym miała ślepą kiszkę albo gorzej.Rozmawiałyśmy właśnie o różowej branzoletce Florianny(na zdjęciu ze swoją różową branzoletką)gdy zaczęło mnie pędzić do toalety.Wtedy jeszcze nie było tak źle jak za parę godzin!Przeczuwałam,że jeśli ja dziś nie pojadę do szpitala żołądek mi pęknie!!!

(Florianna na zdjęciu ze swoją różową branzoletką)

27.01.2007 jak w serialu 24 godziny:)),Część 2

Także i ja poszłam zapytać się co się dzieje i czy ten pociąg jedzie dalej.Konduktorka powiedziała mi,że coś w maszynach się zepsuło i próbują naprawić.Chciałam u niej kupić bilet ale powiedziała,że później mi sprzeda bo nie wiadomo czy ten pociąg w ogóle dalej pojedzie.

Czułam się coraz gorzej-bolała mnie głowa i żołądek.Były to skutki tego,że tydzień wcześniej zatrułam się brzoskwinową roladą.Chciało mi się wymiotować ale nie mogłam.Bolał mnie brzuch ale rzadne ziółka ani leki nie pomagały.Przeczuwałam,że to zatrucie coraz gorzej mnie dopada i myślałam już o zgłoszeniu się na jakiś ostry dyżur.

Podczas trwania naprawy pociągu spotkałam moje dwie koleżanki z Twardogóry i rozmawiałam trochę z nimi.Wszystkie czekałyśmy z niecierpliwością aż pociąg w końcu zostanie naprawiony.

27.01.2007rok:))Jak w serialu 24 godziny

Już od samego rana gdy to wstałam o 5 rano nie czułam się najlepiej a mimo to postanowiłam pojechać na Nadodrze.Znowu juz od rana kłóciłam się z matką chociaż nie tak mocno jak parę dni temu.Gdy wyszłam z domu szłam na stację kolejową mocno zaśnieżonymi ulicami Twardogóry,w której mieszkam.Cisnęły mnie wkładki od butów,więc przystanęłam by je wyjąć z kozaczków.

Pociąg jechał punktualnie o 7:02 z Twardogóry.Co prawda jechał planowo ale nagle stanął w Dobroszycach i nie drgnął ani centymetra.Stał tak chyba z 2 godziny.Ludzie,którzy spieszyli się na zajęcia bardzo się niecierpliwili.Pytali sie konduktorki co się dzieje…

Moje przygody:)))

To jak mocno kocham muzykę TECHNO widać było już od wczesnych lat mojej młodości.Na tych zdjęciach widac mnie w pociągu i moja kuzynkę Floriannę za konsoletka:)))

Pisałam też,że dosyć często bywam na Nadodrzu,prawda?Z racji tego,że dosyc często jeżdżę koleją przeżywam niesamowite i niepowtarzalne przygody!Tak jak ta,która przytrafiła mi się 27 stycznia 2007 roku…

Poradzę sobie jakoś

Po tym jak potraktował mnie Kamil jedyną moją miłością została mi tylko muzyka TECHNO.Jest ona jedynym moim partnerem,z którym idę przez życie.Z resztą zawsze szłam z nią przez chwile dobre i złe.Tak jak na manewrach jeździłam w rytm Bart Clason-Playmo czy na pierwszej jeździe czułam rytm Markus Schulz-Firs time to nie jestem znowu osamotniona pomimo iż rany są świeże.Mało kto wie,że Bart Clason a Barthezz to jedna i ta sama osoba tyle,że tworzy pod inna nazwą.Każdy z nas zna utwory Barthezz’a ale nie wie,że twórca tworzy dalej tyle,że pod inna nazwą.To jak mocno kocham muzykę techno nie da sie opisać w paru zdaniach.

A z Kamilem przecież mogło byc gorzej-mógł robic mi zgubne nadzieje czy zostawic mnie z dzieckiem ale tego nie zrobił na szczęście,więc okazał się człowiekiem z sercem,który nie wykorzystywał moich uczuć.

Tak czy inaczej muzyka TECHNO jest miłością mojego życia i na szczęście jest to miłość odwzajemniona:)))

Ten Blog to jest mój sposób na życie

 Nawet jeśli Kamil wyszydził moje uczucia i ma mnie gdzieś do dzis to nie płaczę w poduszke z tego powodu.Piszę tego Bloga bo jest on moim sposobem na życie.Kamil nie byl moja jedyną miłością,która mnie odrzuciła.Na Nadodrzu doznałam także odrzucenia od osób,na których bardzo mi zależało.Pozatym mam jeszcze Kouichi,który też doznał odrzucenia.Jego własni przyjaciele nazywali go „dummy”czyli”głupek”.Naśmiewali się z niego i traktowali go jak geja.

Moim zdaniem lepiej jest prowadzić własnego Bloga w trudnych chwilach niz próbować okropić to alkoholem czy popełnic samobójstwo.Pomimo iz tak sie stało jak się stało a wspomnienia bolą,warto jest pisać Bloga dla wyrzucenia z siebie emocji.W życiu nie zawsze nam sie wszystko układa ale trzeba wierzyć w lepsze chwile i nie poddawać się.Ja głupia wierzę w to,ze kiedys Kamil stanie sam pod moimi drzwiami i powie mi,że  mnie kocha.A co-pomarzyć nie wolno???!!!

Co tu z taka miłością począć???

 Łudząc sie nadziejami,że Kamil też cos do mnie czuje w końcu zdobyłam się na odwagę by wyznać mu uczucia.Powiedziałam mu to najpierw e-mailem a potem w oczy.On mnie wyszysził i powiedział,że nigdy nie będziemy parą bo nie jestem w jego typie i,że on gustuje w innych dziewczynach niż ja.Załamałam się!Ale nie odebrałam sobie z tego powodu życia jak tan biedny Werter.Bynajmiej wiem jak to jest zakochać się nieszczęśliwie.Pomimo moich 30 lat po raz pierwszy w życiu mi się tak zdarzyło aby zakochać się nieszczęśliwie.Do końca życia nie zapomnę jaką miał minę gdy mu to mówiłam.Powiedziałam u już to we wrześniu 2006roku.A co z prawojazdami?Nie zdałam testów próbnych do dziś.Mówi się,że te testy są bardzo proste ale moim zdaniem nie dla kogos kto zakochał się nieszczęśliwie i musi jeszcze patrzeć w twarz osobie,w której się nieszczęśliwie zakochało i,która odrzuciła i wyszydziła twoje uczucia.Nawet prowadzący zapytał się mnie co się ze mną dzieje,że nie daję znaku życia o sobie i kiedy ponownie przystąpię do tych testów.Przecież nawet nie miałam egzaminu z jazdy.To przez tę nieszczęśliwą miłość…

Wyjazd Kamila…

Byłam umówiona z Kamilem na 1grudnia2005 roku na manewry-nie pojawił się.Myślałam sobie,że jego nieobecność ma związek z naszym spotkaniem i,że ma mnie po prostu dość bo jestem wobec niego natrętna ale się pomyliłam.Daty 5 grudnia2005 roku,gdy również byliśmy umówieni na manewry i nie zjawił się i wracałam do domu napotkałam moja znajomą.Koleżanka ta również uczęszczała ze mną na kurs prawa jazdy.Powiedziała mi,że Kamil musiał pilnie wyjechać.Myślałam,że Kamil zwinął się z forsą i zostawil kursantów ale sie też pomyliłam.Miał inne powody,żeby wyjechać.Długo oczekiwałam jego powrotu.Wrócił dopiero 20grudnia 2005roku.Gdy wrócił byłam taka szczęśliwa.Jechałam z nim 22.12.2005roku do Wrocławia na jazdę próbną.Jechaliśmy obok Galerii Dominikańskiej i innych wrocławskich atrakcji.Na postojach czytałam moja ulubioną książkę-„Cierpienia młodego Wertera”.Wtedy jeszcze nie przypuszczałam,że wkrótce sama będę jak ten Werter-będę cierpieć na nieodwzajemnioną miłość.

Pomogę ci zawsze…

Kamila widziałam po raz ostatni przed długa jego nieobecnością  na manewrach daty 25listopada2005roku.Już wtedy nie wystarczały mi spotkania z nim na manewrach czy na jazdach.Chciałam w końcu zdobyc sie na odwage i mu to wyznać.Umówiłam się więc z nim 27listopada2005roku o 16:10 pod pretekstem kupna zbioru zadań testów na prawojazdy.Przyszedł na spotkanie.Byłam wtedy taka szczęśliwa:)))Już na powitanie powiedziałam mu:”Dzien dobry panie Kamilu”.On mi odpowiedział”Dzień dobry pani”.Zaczęliśmy rozmawiać.Nie wyznałam mu uczuć.Jakbym miała węzeł w gardle.On mi nadmieniał,że ma dziewczynę(wiedziałam o tym)i,że ma ostatnio problemy z dziewczynami,o których nie może mi powiedzieć bo o takich sprawach nie rozmawia z kursantkami.Chciałam mu wtedy powiedzieć:”KOCHAM CIĘ!”ale nie miałam odwagi.Po skończonym spotkaniu wyżaliłam się Kouichi,że nie wiem co mam robic dalej.Kouichi był dla mnie zawsze podporą w trudnych chwilach.Zawsze wyciągnął do mnie rękę i powiedział:”POMOGĘ CI ZAWSZE…”.Tym razem na sam jego widok zrobiło mi się lepiej.Radził mi abym poczekała aż sama będę gotowa wyznać mu uczucia.Do końca życia nie zapomnę miny Kouichi i jego dobrych rad.

Złudne nadzieje

Już 13.10 wiedziałam,że długo nie zobaczę Kamila bo umówił się ze mną na manewry(juz nie na jazdę tylko na manewry!)dopiero 3 i 4 listopada na 7 rano.Już nie mogłam się doczekać kiedy go zobaczę.Serce mi biło jak szalone:))Ja 30-letnia wtedy kobieta zakochałam się jak jakaś małolata!Ale miłość nie wybiera ani czasu ani godziny ani też nie ostrzega!Robiłam sobie nadzieje-złudne nadzieje!Gdy jeździłam z nim koło stadionu na jego placu manewrowym czułam jak gra mi techno w żyłach zamiast krwi(zwłaszcza utwór Bart Clason-Playmo mi przypomina o tych manewrach).Daty 15 listopada2005roku pojechaliśmy nawet na dwugodzinną jazdę do Oleśnicy.Już wtedy kochałam go tak mocno,że chciałam juz mu wyznać co czuję.Z resztą on się chyba domyślił…???Po jeździe w Oleśnicy kupiłam sobie teczkę z W.I.T.C.H. za 14,90zł aby sobie humor poprawić i w końcu dodać sobie odwagi.Żyłam złudnymi nadziejami-chyba robię je sobie do dziś????