Moje magiczne życie

Wspominałam,że moje życie jest jakby magiczne.Tak więc aby mnie nie wzięto za ostatnia na tym swiecie wariatkę(jak to mnie określały zawsze osoby z Nadodrza)napiszę o co dokładnie mi chodzi z ta magia w moim zyciu.

  Nie trudno chyba zauważyć,że jestem wielką fanka WITCH:))A szczególnie uwielbiam Elyon z Meridianu.

Gdy byłam na Nadodrzu to uczęszczałam do zaocznego liceum dla dorosłych o nazwie Profesja.Moja szkała przypominać by mogła nieco Sheffield Institute albo sam Meridian:

 Tak wyglądała moja szkoła gdzie poznałam jedna osobę z Nadodrza i ta szkoła mieści się na ul.Kleczkowskiej we Wrocławiu nieopodal dworca Nadodrze i więzienia i mojego kochanego portu miejskiego.

 A to jest pałac w Meridianie,w którym mieszka Elyon to on mi nawet przypomina te budynki na Nadodrzu:))

A to jest budynek Sheffield Institute gdzie uczęszczaja dziewczęta z WITCH i jego mury przypominaja mi bardzo mury dworca Nadodrze:))

Całe Nadodrze ma według mnie w sobie taką siłę i magię jakiej nikt jeszcze nie widział.

Po powrocie

Gdy zajechałam juz do Twardogóry i szłam do domu i padał deszcz to po drodze znalazłam w Twardogórze na chodniku leżące w deszczu 2 złote.Co ciekawe znalazłam je nieopodal tego miejsca gdzie kiedys były moje najdroższe łąki i mój mały ogródeczek.A co się z nimi stało?Zostały zrównane z ziemią w 1995 roku i na ich miejscu..wybudowano jakieś zasrane gimnazjum!!!Przypomniał mi się komin nastawni WNO i wszystko to co przeżyłam.Uznałam,że to 2 złote,które znalazłam to jest prezent od mojego ogródeczka albo od komina nastawni WNO.Nie wierzę w magię ale moje życie juz troszkę wydaje się byc magiczne co nie?:))

Po powrocie do domu zaczęłam się zbierać aby pojechać do szpitala do Warszawy jak zwykle w takich chwilach.

Bluzkę,która kazałam odłożyć dzien przed wyburzeniem komina w tamtym pięknym dniu,który spędziłam razem z koleżankami łażąc po sklepach odebrałam po wyjściu ze szpitala.

Nie pomoże nic

Tego pamiętnego dnia 17 marca 2007 przez cały dzień padał deszcz.Tak jakby juz niebo płakało za tym kominem i go żegnało.

Gdy oczekiwałam na pociąg i siedziałam na Nadodrzu na drugim peronie to czułam juz coraz to gorszy chłód i wiejący wiatr.Miałam gorączkę i czułam się tak jak ostatnio czyli daty 27 stycznia 2007 gdy to też rozchorowałam się na Nadodrzu.Wtedy śnieg mi sypał w twarz a wiatr był nieznośny jednak jeszcze wtedy był przy mnie komin nastawni WNO.Teraz nie miałam juz nikogo a czas przypominał mi,że powinnam juz opuścić Nadodrze raz na zawsze.

Gdy wreszcie o godzinie 13:45 wsiadłam do pociągu nie poczułam ulgi.Co prawda chciałam jaknajszybciej byc w domu ale w domu będę miała spokój tylko do wieczora,poniewaz wtedy to moi starzy wrócą z pracy a moja zasrana mamuśka znowu będzie traktowała mnie jak dziecko albo będzie zachęcała mnie do założenia rodziny…

Jaka pustka

Po kupieniu sobie kart wróciłam znowu na dworzec Nadodrze bo juz po woli zbliżała się godzina 13:45 czyli godzina mojego odjazdu do domu.W końcu niedługo juz wypocznę:))Usiadłam na tej samej ławce,na której siedziałam jeszcze półtorej godziny temu i widziałam jak mi burzą komin nastawni WNO.

Zawsze jak siedziałam na tej ławce to komin nastawni WNO obserwował mnie z oddali a teraz to nic.Pustka.Zawsze jak na niego patrzyłam a on na mnie to czułam się o wiele lepiej i było OK a teraz to tylko pustka.Nic nie jest w stanie mi tej pustki.Nawet te gry karciane z WITCH co se je teraz kupiłam.Patrzyłam tęsknie w stronę gruzu,który jeszcze parę godzin temu był kominem nastawni WNO.

Bez sensu

Gdy tak bezcelowo obolała chodziłam po ulicy Trzebnickiej postanowiłam pójść do mojej najukochańszej księgarni na Trzebnickiej gdzie zawsze kupywałam sobie gadżety z WITCH.

Przeszłam na drugą stronę wiaduktu-tego samego wiaduktu gdzie poznałam jedną osobę z Nadodza i która mieszka nieopodal tej księgarni.Tą księgarnię znalazłam gdy szukałam miejsca zamieszklania tej osoby z Nadodrza o imieniu Misiek jednak znalazłam fajną księgarnię i już olewam osobę z Nadodrza:))

W księgarni widziałam grę za około 50 zł z WITCH:

Ale nie miałam tyle pieniędzy.Jednak kupiłam sobie karty do grania z WITCH jedne za 16 zł a drugie za około 7 zł.

To te karty:

 Oprócz tych mam jeszcze jedne karty.Jednak gdybym se zaoszczędziła forsę i uzbierała trochę to było by mnie stać i na tę grę za 50 zł:))

Po zburzeniu

Zaraz po tym co widziałam jak mi zburzyli komin nastawni i nic nie pomogło,wybiegłam na miasto na Trzebnicką i chodziłam bez celowo po mieście.Łaziłam po cukierniach ale nic nie kupowałam.Raz tylko za złotówkę kupiłam sobie serduszko z galaretki(Nadodrzański specjał:)) i je zjadłam.Moje zachowanie nie było spowodowane brakiem pieniędzy tylko tym,że juz nigdy nie wejdę do starej nastawni i już nigdy nawet z oddali nie zobaczę komina nastawni WNO,który zawsze mi towarzyszył odkąd pojawiłam się po raz pierwszy na Nadodrzu.

Samotny komin

Komin nastawni WNO był zawsze taki samotny.Na przeciwko tego komina stoją dwa kominy chyba od elektrociepłowni ale one stoja obok siebie i ich nikt nie ma zamiaru wyburzać a dlaczego padło akurat na mój komin??!!!

Stał zawsze samotny czy to w zimie czy latem.Ludzie chodzili do starej nastwani(zwłaszcza bezdomni) lub po to aby poszukiwać przygód.Komin mimo odwiedzin ze strony poszukiwaczy przygód byl osamotniony.Na sam jego widok chiało mi się płakać.

Był nieco taki jak Giordano Bruno,który zginął na oczach obojętnych wobec jego losu ludzi.Właśnie wiersz „Campio di Fiori” kojarzy mi się z „egzekucją” mojego samotnego komina.

Chociaż aż taki samotny to on nie był-miał mnie,która teraz pisze o nim na tym oto Blogu.Jestem jakgdyby tym poetą z wiersza „Campio di Fiori”,który nigdy nie zapomina o samotności ginących.Ginących takich jak ten komin nastawni WNO:

To na nic

Tych co mi burzyli komin to prosiłam grzecznie by mi nie burzyli komina lae oni mi powiedzieli,że to nie od nich zależy bo oni wykonują tylko swoją pracę.

Nie pomogły moje groźby i prośby a pozostał mi tylko płacz…

 Wszystko na nic

Teraz mam żałobę

Po wyburzeniu komina nastawni WNO,którego tak mocno kochałam teraz noszę żałobę i tak będzie już na zawsze…

 Tak jak ta Elyon na obrazku ubrana jest  na ciemno i opiera się o mur to podobnie ja potrzebuję się czegoś oprzeć(na szczęście mam filary Nadodrza) aby nie zemdleć na samo wspomnienie tego jak mi burzono daty 17 marca 2007 mój najdroższy komin.który miał juz około 80 lat ale według mnie był symbolem tego,że trudności można pokonać bo nawet przetrwał powódź stulecia a mury nastawni pod wpływem wody nawet się nie zawaliły.Ta nastawnia miała POWERa:)));-(