Nikogo to nie obchodzi!!!???

Rety czy dla nikogo ten komin nie miał takiej wartości jak dla mnie???!!!Czy nikogo to nie obchodziło,że mógł byc dla kogoś cenny tak jak cenny był dla mnie??!!!

Ze łzami w oczach widziałam jak wali się komin i czułam na tych ludzi złość,że mi go burzą:

 Chętnie bym się na nich rzuciła z pięściami!!!

To wyglądało mniej więcej tak:

Campio di Fiori

Widząc co się dziaje ze starą nastawnią przypomniał mi się wiersz Czesława Milosza,który dzis przerabialiśmy na języku polskim.Nosił tytuł”Campio di Fiori”.

Oto on w całości:

W Rzymie na Campio di Fiori

Kosze oliwek i cytryn,

Bruk opryskany winem

I odłamkami kwiatów.

Różowe owoce morza

Sypią na stoły przekupnie

Naręcza ciemnych winogron

Padają na puch brzoskwini.

Tu na tym właśnie placu

Spalono Giordana Bruna,

Kat płomień stosu zażegnął

W kole ciekawej gawiedzi.

A ledwo płomień przygasnął,

Znów pełne były tawerny,

Kosze oliwek i cytryn

Nieśli przekupnie na głowach.

Wspomniałem Campio di Fiori

W Warszawie przy karuzeli,

W pogodny wieczór wiosenny,

Przy dzwiękach skocznej muzyki.

Salwy za murem getta

Głuszyła skoczna melodia

I wzlatywały pary

Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących

Przynosił czarne latawce,

Łapali płatki w powietrzu

Jadący na karuzeli.

Rozwiewał suknie dziewczynom

Ten wiatr od domów płonących,

Śmiały sie tłumy wesołe

W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Morał ktoś może wyczyta,

Że lud warszawski czy rzymski

Handluje,bawi się,kocha

Mijając męczeńskie stosy.

Inny ktoś morał wyczyta

O rzeczy ludzkich mijaniu,

O zapomnieniu co rośnie,

Nim jeszcze płomień przygasnął.

Ja jednak wtedy myślałem

O samotności ginących.

O tym,że kiedy Giordano

Wstępował na rusztowanie,

Nie znalazł w ludzkim języku

Ani jednego wyrazu,

Aby nim ludzkość pożegnać ,

Tę ludzkość,która zostaje.

Już biegli wychylać wino,

Sprzedawać białe rozgwiazdy,

Kosze oliwek i cytryn

Nieśli w wesołym gwarze.

I był juz od nich odległy,

Jakby minęly wieki,

A oni chwile czekali

Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący,samotni,

Już zapomniani od świata,

Język nasz stał się im obcy

Jak język dawnej planety.

Aż wszystko będzie legędą

I wtedy po wielu latach

Na nowym Campio di Fiori

Bunt wzieci słowo poety.

Ciąg dalszy…Część 5

Zawsze kochałam tę starą nastwanię.Podczas mojego ponad dwuletniego pobytu na Nadodrzu zdążyłam się związać emocjonalnie z tym miejscem.Co z tego,że po nocach łazili tam i chlali bezdomni???!!Dla mnie to nie grało roli:))Kochałam tą nastawnię.Mówiłam zawsze na nią,ze jest to dom pirata a zarazem pijaka Gold Roger’a,który ukrył tam swój skarb.Nawet tam kiedys znalazłam 2 złote:))Może to nie fortuna ale zawsze dla mnie to byl kawałek Gold Roger’a:))Ta nastawnia wiele dla mnie znaczyła.

Ciąg dalszy…Część 4

Jak zwykle na Nadodrzu czekałam na pociąg z wielkim bólem żołądka i gorączką.Około godziny 11:30 zauważyłam jak strażnicy ochrony koleji i strażacy oraz robotnicy coś za mocno kręcą się koło mojego ukochanego komina…Słyszałam coś o tym,że mają wyburzać moją ukochaną starą i opuszczoną nastawnię ale nie sądziłam,.że nastąpi to tak szybko i na moich oczach!!!

Tak to wszystko wyglądało przed wyburzeniem.Ładne było,co???Stare dobre czasy…Już to nigdy nie powróci!!!;-(

Ciąg dalszy…Część 3

Na zjeździe nie mogłam się skupic bo tak strasznie bolał mnie żołądek.Powinnam była pojechać do szpitala do Warszawy jak to zwykle czyniłam w takich momentach ale pojechałam na Nadodrze.Wszyscy martwili się o mnie.Udzielali mi dobrych rad,że powinnam już pójść do domu ale ja nie mieszkam we Wrocławiu tylko jakieś 50 kilometrów z dala od niego!!!To daleko ale zawsze sobie daje radę nawet jadąc do Warszawy. Posłuchałam serdeczności przyjaciół.W końcu około godziny 11 poszłam na dworzec Nadodrze by poczekać na mój pociąg ale to co tam ujrzałam w nawet najgorszym koszmarze nie spodziawałabym się zobaczyć!!!

Ciąg dalszy…Część 2

Około godziny 6 rano zemdlałam ale mimo to o 7:02 ruszyłam pociągiem na Nadodrze,pomimo iż się bardzo żle czułam…Czułam to,że dziś stanie się coś czego nie moge opuścić…

 W Oleśnicy jeszcze zdążyłam kupic sobie aktualny numer Witch i pognałam na pociąg,który miał postój.Czułam jak piecze mnie gorączka i jak źle robi mi się przed oczyma ale myślałam,że moje złe samopoczucie jest spowodowane meteopatią,ponieważ wczoraj była ładna pogoda a dziś już padał deszcz ale później dowiedziałam się na co tak naprawdę tak mój organizm reagował…I to od tygodnia…

Ciąg dalszy…Część 1

Godzinę po mnie wstała moja stara i jak zwykle zaczęła się ze mną wykłócać.Nie ma u mnie w domu ani jednego spokojnego dnia zawsze kiedy jest w domu moja stara.Zbierała się właśnie do roboty(co za ulga:))ale jak zwykle musiała się ze mna wykłócać!!!Byłam szczęśliwa i odetchnęłam z ulgą gdy w końcu wyszła do pracy(a pracuje we Wrocławiu ale na szczęście nigdzie w pobliżu Nadodrza:)).Mogłam była sobie spokojnie posłuchać radiostacji SUNSHINE LIVE,która non stop nadaje fajne kawałki:))Ale juz około piątej rano poczułam się gorzej!Powiedziałam mojemu ojcu,który jeszcze leżał w łóżku bo do pracy szedł o 7,że nie jestem pewna czy ja na Nadodrze dojadę.Nie chciałam pojechać na Nadodrze z taką gorączką i dreszczami ale musiałam tam pojechać bo coś jakby mnie wzywało…

Nie,to jakiś horror!!!!

Podczas gdy poprzedniego dnia świetnie się bawiłam i śmiałam   teraz zamilkłam.Tego dnia wstałam jak zwykle o 3 w nocy bo musiałam jechać na Nadodrze na zjazd.Nie czułam się najlepiej i mdliło mnie gorzej niż tydzień temu w tej kafejce.Mimo wszystko postanowiłam,że nie ważne co się stanie pojedę na Nadodrze.Jestem tam coś winna…

Coraz gorzej…

Daty 16 marca 2007 roku,wymieniałam się karteczkami z Witch razem z moimi koleżankami-Patrycją i Dorotą.Gdy szłam do wielkiego domu towarowego razem koleżankami,przejeżdżał obok nas Kamil-mój najukochańszy instruktor jazdy i mi odmachał gdy mu pomachałam:))Byłam tak wniebowzięta bo parę dni przedtem mnie zbagatelizował gdy mu pomachałam jak parkował koło starego cmentarza niedaleko mojego domu.Sama dobrze pamiętam jak z nim tam parkowałam gdy jeszcze uczyłam się jazdy,której do dziś niezaliczyłam przez nieszczęśliwą miłość do Kamila:((A jak juz wcześniej na tym blogu opisywałam Kamil był moim instruktorem jazdy:))

Łaziłam razem z Patrycja i Dorotą po sklepach i kupiłam sobie spineczki-różyczki w sam raz na moje koczki:))Gdy tak łaziłam po sklepach kazałam sobie odłożyc do poniedziałku piękną bluzkę w sklepie „Jaga”.Za 25 złotych to nie fortuna a była tak ładna,ze musiałam ją mieć:))

Obgadywałyśmy przy okazji głupią 14-letnią Agatę,co jest w ciąży!!!

Wtedy czułam się w miarę dobrze,ale nie przeczuwałam,że najgorsze jeszcze przedemną…Niby nic nie wskazywało na to,co stanie się w najbliższym czasie ale ten dzień-16 marca 2007 roku przeżyłam tak w pełni z niego korzystając jakby to był mój ostatni dzień w życiu.Śmiałam się i dobrze bawiłam z koleżankami jakbym na następny dzień miała oswoić się z najgorszym widokiem w moim życiu!!!!

Ratunek na Nadodzrzu

Daty 10 marca 2007 roku nadal jeszcze się źle czułam.Byłam osłabiona i czułam się jak odwodniona ale mimo to zdążyłam się przebrać w czyste i pachnące ciuchy i pojechałam na Nadodrze.Jak ujrzałam znajomy mi dworzec od razu poczułam się lepiej!To tak jakbym na widok tego dworca ozdrowiała!!!Postanowiłam,że zadzwonię do pewnej osoby z Nadodrza,z którą bylam pokłócona i spotkam się z nia i porozmawiam to może się ze mną pogodzi.To właśnie wczoraj szłam odebrać maila od tej osoby.Co ciekawe osoba z Nadodrza jak do niej dzwoniłam…zgodziła się na spotkanie!!!Spotkałam się z tą osobą i rozmawiałyśmy przez pół godzinki.Ta osoba niejednokrotnie kłóciła się ze mną ale dziś wyjątkowo uprzejmie się zachowywała.To chyba przez to,że teraz udaje „życzliwą” po tym jak opisałam ją na moim Blogu-kouichi.eblog.pl.Na szczęście się ze mna pogodziła i ja dałam jej jako prezent pogodzeniowy notesik z kotkiem,który specjalnie jej kupiłam.Z początku nie chciała przyjąć ale potem się ucieszyła.

Gdy miałam odjechać pociągiem do Twardogóry,osoba ta nie chciała mnie odprowadzić do samych drzwi pociągu ale mimo to nie obraziłam się na nią…w końcu dopiero co się pogodziłyśmy:))