Zaproszenie

Gdy pomimo iz wyraźnie chciałam być zaproszona,tego zaproszenia nie dostałam,postanowiłam pójść do domu.A droga przedemną jeszcze długa,ponieważ na nogach idzi się ze 2 godziny.Więc ruszyłam.Samotnie-jak zwykle.Kocham samotność i nie znoszę jak ktoś próbuje ograniczyć mi wolność albo mi rządzić.Pomimo iż nie najlepiej się nadal czułam to szłam na własnych nogach.Zawsze to coś:))

Gdy dochodziłam do końca wsi Olszówka,usłaszałam jak ktos mnie wołał…

To moja koleżanka Ewa i jej chłopak.Zaprosili mnie do siebie na swoje podwórko.Pogadałam z nimi trochę.Noo bynajmniej mnie ktoś zaprosił tego feralnego dnia:P Cieszyłam się,że zostałam zaproszona do nich i chcięli ze mną pogadać a zawsze świetnie się nam gada:))

Samotne przechadzki

Chodziłam sobie wśród stawów i zbierałam kwiatki i piórka jakiś ptaszysk.

Z tego co mi później ojciec powiedział,jego koledzy podziwiają mnie za to,że tak samotnie chodze po lasach:))Ale ja się zboczeńców nie boje bo taki człowiek też jest człowiekiem i albo ma jakis powód,że tak postępuje albo chce zbrócić na siebie uwagę.

Pomimo iż przechadzałam się jeszcze kilka razy koło mego ojca i jego kolegów,na tym ich grillu-nie dostałam zaproszenia!!!Co z nich za gentlemani!!!

Komary gryzły jak szalone!!!!A szczególnie nad wodą je ciągnie!!!Jeszcze zanim doszłam nad stawy do mego ojca i jego kompanów,byłam już tak pogryziona,że nawet mi bąble opuchły!!!No co za dzień…Ale jeszcze potem nadeszło najgorsze,czego się nie spodziewałam…

W domu

Po moim zakupie na targu poszłam do domu.W domu słuchałam mojej najukochańszej radiostacji Sunshine Live(jak zwykle).

Około godziny 14:30 jak zwykle z pracy wrócił mój ojciec i oznajmił,że o 16 idzie nad stawy na Lędziny na grilla z kolegami z koła łowieckiego(bo mój ojciec jest leśnikiem).Pytałam się czy wziął by mnie ze sobą a on na to,że nie bo nie chce by ktos za nim łaził i tak dalej ale ja postanowiłam,że mimo tego,że jestem w nienajlepszej formie to i tak go tam na własnych nogach odwiedzę:))

Ona na to,że nie chce bym za nim łaziła ale ja i tak poszłam:P

Wyszłam z domu na własnych nogach o 17.Na Lędziny z Twardogóry jest kawałek drogi a na nogach trzeba dodać gazu więc szłam aż mnie buty obtarły:))

Gdy tam zaszłam było cos po 18 i widziałam mojego ojca i jego kolegów.Nagle z naprzeciwka wybiegnął jakis wyżeł i zaczął mnie gonić.Krzyczałam,bo bałam się psiska,zwłaszcza,że już mnie omal jeden nie ugryzł jak przechodziłam lasem przez
Moszyce-Wesółkę i on biegał wkoło swojego domu i wybiegł zza bramy,która była otwarta i chciał mnie ugryźć!!No to juz mi jeden piesek dał nauczkę po drodze a tu taki wyżeł będzie się na mnie sadził!!!

Na szczęście w porę.właściciel zawołał swego wyżła ale przy tym koledzy mego ojca śmiali sie ze mnie i wołali za mną jak sobie poszłam,”How,how”.

A gdzieś ich mam!!!Nawet mnie do siebie nie zaprosili na grilla a przechodziłam obok nich parę razy a jedyne na co było ich stać to na „How,how”.

Chodziłam sobie dookoła stawów na Lędzinach i zbierałam kwiatuszki bo nic innego robic nie mogłam.Musiałam schudnąć te kilogramy,które ostatnio mi przybyły a ruch mi nie zaszkodzi więc chodziłam wśród stawów:))

Co było dalej…

Około godziny 9:45 rano miałam atak serca!!!Akurat w urodziny Stelli!!!To tłumaczyło by po części mój ból głowy i omdlenie bo przy kłótni z moim ojcem czułam,że chyba zaraz zemdleję i jak ciemnieje mi przed oczami!!!

Pomimo iż nie najlepiej się czułam,postanowiłam jak co sobotę pójść na targ w Twardogórze.A na targ mam blisko no to w razie jakbym się gorzej poczuła to mogę w każdej chwili zawrócić.

No i poszłam na targ.Na targu kupiłam sobie dwie bluzki z Witch:

Z takim obrazkiem Cornelii,tylko,że na długi rękaw i rozmiar 164 cm czyli największy jaki mięli bo ja mam aż 192 cm wzrostu a mieszczę się w bluzki z Witch bo jestem szczupła i na szczęście nie mam piersi i nie chcę mieć bo podniecałabym facetów a Witch kocham i kupiłam sobie później jeszcze taką bluzkę:

 No i z takim obrazkiem tylko,że w kolorze pomarańczowytm:)))

Cieszyłam się z udanego zakupu nawet jeżeli cierpię na tachykardię(często skurcz serca),przy której omdlenia sie czasem zdarzają.

Wracając do tematu

Wracając do daty 18 sierpnia czyli urodzin Stelli,po tym jak mi przemijał bół głowy,pokłóciłam sie z moim ojcem,który nazwał mnie „młodą”.On doskonale wie co ja sądzę o młodych osobach.Są to osoby,które popełniają błędy.Biorą sobie za chłopaków starych facetów,którzy na nich lecą i młode osoby sa naiwne a ja nie nawidzę młodości i kocham moją przeszłość i doświadczenia.On doskonale o tym wiedział a mimo to nazwał mnie „młodą”.Denerwuje mnie ta piosenka”Forever Young!Why don’t you be Forever Young..”.Kto by chciał być na zawsze młody i taki sztuczny jak na przykład laleczki Barbie po 40 operacjach plastycznych?

Jestem rocznik 1974 i nie wstydzę się tego,że jest to wiek średni:P

 Potem mój ojciec poszedł do pracy jak zwykle ale urodziny Stelli trwały dalej.Mimo wszystko cały ten dzień był jakis dziwny…

Dwa dni przed

Dwa dnie przed tym pięknym snem o przeszłości i o tym co było,też śniło mi się Nadodrze.Tyle,że wtedy to był koszmar,który przyprawiał mnie o dreszcze…

Daty 16 sierpnia 2007 roku śniło mnie się,że po Nadodrzu goniła mnie osoba z Nadodrza  o imieniu Misiek i mówiła,że mam się wynościc z jej terytorium bo ona mieszka na Trzebnickiej i nie chce abym już tu przyjeżdżała…Co za koszmar!!!Na szczęście to był tylko zły sen i już nie przyśni mi się chyba więcej:P

Piękny sen

Tej samej daty czyli w urodziny Stelli-18 sierpnia miałam piękny sen.Śniło mi sie moje ukochane Nadodrze.Dziś juz jestm po odejściu z Nadodrza.

Śniło mi się to co już nigdy nie powróci.Śniła mi się moja klasa z zaocznego liceum ogólnokształcącego i mój wychowawca-matematyk.Śniły mi się osoby,z którymi byłam bardzo związana jednak nie mam do nich adresu ani kontaktu.

Śniło mi się w nocy,że matematyk zabrał wszystkich na wycieczkę do portu Nadodrze aby nie mnie bo o mnie zapomniano!!!

Jak zwykle by tak było bo za czasów Nadodrza gdy chodziłam tam do liceum to w klasie czułam się jak taki odciep ale byłam indywidualnością i jak sie komuś coś nie podobało to niech nie patrzy:P

Tak czy owak po tym snie i bólu głowy po przebudzeniu miałam wielka tęsknotę za Nadodrzem i za przeszłością,która już nigdy nie powróci…

Jestem osobą silnie związaną z moją przeszłością i nie wyobrażaqm sobie abym miała puścić w niepamięć to co było-nawet jeżeli chwile spędzone na Nadodrzu nie zawsze były dla mnie miłe.

Jednka ja bardzo kocham przeszłość i nie wyobrażam sobie abym zrywała z przeszłością jakiekolwiek kontakty i abym w przyszłości (bo ja przyszłości nie nawidzę!!!)miała jakiegoś czułego mężczynę obok siebie i abym kiała rodzinę!!!Nie dla mnie to i niech se kto nie myśli,że ja kiedyś zmienię zdanie ale ja KOCHAM WOLNOŚĆ i za nic w świecie nie chcę być mniejsza i delikatniejsza od jakiegos faceta co nosiłby mnie na rękach i przytulałby mnie!!!!

JA KOCHAM NADODRZE I PORT!!!!

NA ZAWSZE!!!!!!

Przebojowy dzień:P

Jak wiadomo przygody ciągną do mnie niesłychanie szybko:))Tak samo było i tego dnia.

Daty 18 sierpnia 2007 roku(w urodziny Stelli z Winx)obudziłam się jak co rano.

Gdy sie obudziłam strasznie bolała mnie głowa.Pierwsze co sobie pomyślałam to,to,że mam jakiegoś cancera(raka)albo tumora(nowotwór)albo,że znowu źle spałam.

A to dziwne bo jeszcze nigdy po przebudzeniu nie bolała mnie głowa…

Potem jak zwykle słuchałam muzyki Techno w mojej najukochańszej radiostacji Sunshine Live i jadłam śniadanie.Głowa już mnie po woli przestała boleć.Jednak nie spodziewałam się najgorszego…

 Sunshine Live Power!!!

Wiem bo wiem

A skąd to ja tak dokładnie wiem,że taki zwykły dworzec może mieć prawdziwe serce jak zywy człowiek skoro to tylko mury i nie żyje ani nie mówi?

Słyszeliście może kiedyś,że stare zamczyska też mają swój urok?

Podobnie jest z Nadodrzem:))Jest to stary dworzec ale swoje juz przeszedł razem z nastawnia WNO i tym kominem co mi go wyburzyli:))

Otóż tak-dworzec Nadodrze walczył z powodzią w 1997 roku.Jego silne mury wiele juz przetrwały.Dla mnie dworzec Nadodrze był,jest i będzie symbolem tego,że nawet najgorsze można przetrwać!!!

Nawet jeżeli już teraz pisząc te słowa odeszłam już z mojej szkoły na Nadodzru,którą pomyślnie ukończyłam i zdałam maturę i musiałam znosic chwilowe rozłąki z moim ukochanym Nadodrzem,ponieważ maturę kazali nam zdawać na Braniborskiej we Wrocławiu to mi ani w głowie aby wysiąść na dworcu głównym we Wrocławiu bo ja czuję tę więź z Nadodrzem i czuję jak bije serce Nadodrza,które bije i się nie poddaje:))

Zastanawiam się czy kiedykolwiek ktoś tak miło wyrażał się o Nadodrzu tak jak ja???

Czy jeszcze dla kogoś Nadodrze jest takie cenne tak jak dla mnie?Czy ja jedyna kocham Nadodrze?Istnieją jeszcze jacyś fani Nadodrza oprócz mnie???

Serce Nadodrza

Z racji tego,że na Nadodrzu spędzam bardzo duzo czasu i jestem mocno związana z tym miejscem to czasami mam wrażenie jakby ten dwozrec do mnie mówił!!!

Raz oparłam się o jego filary na peronie drugim gdzie przeważnie można mnie znależć i poczułam cos jakby bicie serca!!!Serca Nadodrza!!!Ten dworzec żyje i ja to odczuwam,że on ma serce i duszę:))

 Tak to serce bije ale ja jako wielka fanka biologii wiem,że nie tak wygląda bijące serce ale wygląda ono tak:

 Tak wygląda prawdziwe serce.Ma komory i aorty i serce mamy tylko jedno a nie takie tam rysowane i ocukrzone jak na obrazku czy w Walentynki!!!

Serce jest bardzo złożone.Pełni bardzo ważna funkcję w naszym organiźmie i ja czuje jak ono bije na Nadodzu i czuję puls Nadodrza!!!

Serce to inaczej mięsień sercowy:))Wyczuwam,że Nadodrze ma jakieś serce:))